Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zabawy w bogów

<< < (30/36) > >>

Dragosani:
Wampir widząc to bez słowa odłączył się od dwójki mu towarzyszącej i przedarł się przez tłum, zatrzymując się przy stoisku obok tego, przy którym rozmowę prowadził drab. Chciał czułym, wampirzym słuchem wychwycić o czym osiłek rozmawia z kupcem. Udawał przy tym, że wilce zainteresował go towar na stoisku, przy którym się zatrzymał.

Nessa:
- ... ma być ostatni raz. Inaczej... a tego szef nie będzie pochwalać - wampir ze względu na porę i gwar słyszał jedynie strzępki rozmowy, która nie należała do najprzyjemniejszych. Oprych położył dłoń na ramieniu kupca i ścisnął ją. Z daleka wyglądało na przyjacielski gest, jednak Severus wiedział, że to groźba. Następnie zbir puścił handlarza i ruszył w tłum.

Nim krwiopijca się spostrzegł, a elfka już przepychała się wśród ludzi za drabem. Niziołek możliwe, że szedł przed nią, ale co do tego nie było pewności, choć w działaniu Tinuviel była jakaś logika - kupca łatwiej później wyśledzić niż nieznajomego rzezimieszka.

Dragosani:
Wampir skrzywił się widząc, że towar który "oglądał", czyli wełniane skarpety na zbliżającą się zimę, miały małe dziurki. Albo raczej, ze nie zdołał zbyt wiele usłyszeć. Zerknął na szpakowatego kupca, aby zapamiętać jego twarz i ruszył dyskretnie za elfką. Jakoś nie mógł jej samej puścić za wielkim osiłkiem.  W ewentualnej potyczce na niewiele by się pewnie przydał w dzień, ale "coś" zawsze mógłby zrobić.

Nessa:
Zbira nie było ciężko wytropić. Od czasu do czasu zerkał przez ramię, ale zdawał się nie zauważać ani Nessy, ani Severusa, ani Blaze'a. Jakby robił to machinalnie. Kręcił się między uliczkami, błądził, rozglądał się, czasami przyspieszał, a czasami zwalniał. Ktoś mógłby pomyśleć, że próbuje zgubić ogon, jaki się za nim ciągnie, jednak w końcu przystanął i zapytał jednego z przechodniów o stajnię. Czyli zwyczajnie nie znał miasta. Takie zwiedzanie trwało około godziny. Raz wampir, raz elfka, a raz niziołek przodowali, by zbir się nie połapał, choć na ulicach był tłum obywateli. Jakby w domach siedzieć nie mogli.
W końcu opryszek trafił do największej stajni w stolicy i wciąż był dość lekkomyślny. Zagadał do stajennego, który wskazał mu konia i gawędził tak jeszcze przez chwilę, a trio mogło spokojnie wybrać sobie konie, nie gubiąc przy tym mężczyzny. Gdyż nawet w tym miejscu był spory ruch. To pewnie przez porę dnia, gdyż południe przywitało niedawno Efehidon.

Dragosani:
Wampir wdrapał się na konia, mimo osłabienia sam i na dodatek nie spadł! Siedział na nim co prawda dość niemrawo, przez co wyglądał jak samo nieszczęście, ale starał się dumnie trzymać wysoko głowę, aby nie zdradzać słabości. Wychodziło mu to mniej więcej tak, jak niziołkowi bycie wysokim. Spojrzał na elfkę i uśmiechnął się niemrawo. Jakoś nie miał ochoty nic mówić, więc w ten sposób chciał pochwalić ją za śledzenie osiłka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej