Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawy w bogów
Dragosani:
Wampir przelotnie spojrzał na krasnoluda. Gdyby nie było w uliczce strażników, oraz przechodniów, zacząłby się poważnie zastanawiać, nad poderżnięciem mu gardła i usunięciu problemu w ten sposób. Ale w sytuacji w jakiej był, strażnicy mogli zacząć czuć się niekomfortowo, widząc, że tuż obok ktoś morduje krasnoluda.
- W tej chwili, to akurat ty męczysz biednego obywatela, panie krasnoludzie - odparł spokojnie wampir, nawet nie zatrzymując się i nie zwalniając.
Nessa:
Wieszcz z obstawą skręcił w jedną z uliczek. Mniej uczęszczaną i wręcz pustą.
- Doprawdy? - krasnolud stanął przed wampirem, zastępując mu drogę. - Proszę się raczej cieszyć, że pańskiego najścia nie zgłosiłem!
Dragosani:
- Bardzo się z tego powodu cieszę, podobnie jak moi towarzysze. Pamięta pan, niziołek i elfka. Są w karczmie w tej chwili, więc jeżeli pan chce, może tam iść. Pewien jestem, że z wdzięczności postawią panu piwo, lub dwa. Niziołek szczególnie - odparł całkiem uprzejmie wampir tłumiąc rosnący gniew i chęć przywalenia brodaczowi. - A teraz pan wybaczy, ale... - zawahał się, jakby poczuł się niezręcznie. - Musze pocisnąć kloca - powiedział w końcu, mając nadzieję, że coś takiego zniechęci krasnoluda do podążania za nim. Wyminął go zwinnie i ruszył w boczna alejkę w poszukiwaniu "latryny". Przypadkiem w tę, w którą wszedł wieszcz ze swoimi przydupasami.
Nessa:
Krasnoluda to nie zniechęciło i ruszył za wampirem. Niski, ale szybki jak na grubaska. Niestety z alejce już nikogo nie było. Dźwięki, które docierały do czułych uszu Severusa, potwierdzały, iż wieszcz ze swoją bandą wszedł w jakąś bramę. Najpewniej oddaloną o kilkanaście metrów. Jednak niski brodacz nie pozwalał krwiopijcy na podążenie za swoim celem. Obserwował pilnie mężczyznę, więc na każde podejrzane zachowanie Nieśmiertelnego wszcząłby alarm. Po wydarzeniach z targu był zwyczajnie przewrażliwiony. I upierdliwy jednocześnie. Taki uparty tchórz.
- Może pan już pójdzie w swoje rejony? Bo porządni ludzie spać chcą! Szczególnie, że jutro pewnie wszyscy przylezą na targ. Jak zwykle, gdy wieszcz coś powie.
Dragosani:
Drago spojrzał przelotnie na krasnoluda i odparł.
- A skąd pan wie, czy właśnie tam nie idę? - zapytał. Właściwie, aby coś w ogóle powiedzieć. Szedł uliczką i rozglądał się, nasłuchując i usiłując zlokalizować bramę w którą weszła grupa wieszcza. |wątpił, aby to się udało, ale co tam. Przeszedł tak uliczkę, obserwując co się da i jego oczy w końcu ponownie spoczęły na krasnoludzie. Wampir przyjrzał mu się.
- Walczył pan może podczas ostatniej wojny z Meanebem? Coś znajomo pan wygląda... - zagadał. Właściwie nie kojarzył brodacza, ale podczas tej wojny walczyło wielu. Miło byłoby trafić na weterana, z którym znalazłby wspólny język.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej