Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawy w bogów
Anette Du'Monteau:
-Bywajcie. - odrzekł jedynie Blaze i udał się w własną stronę. Miał zamiar pokręcić się jeszcze po okolicy i nieco poobserwować ludzi. Ukrył ziewnięcie za swoją pięścią, a potem poszedł naprzód przed siebie. Jego niepozorna postać mogła kusić różnych typów. Sam niziołek wolałby jednak nie wchodzić w konflikty. Nie dopisywał mu dziś wyjątkowy humor. A wszystko to przez sprawę wieszcza.
Nessa:
Długouchej natomiast wieczorem wyjątkowo dopisywał humor. Wizyta w Ostoi była wyjątkowo dobrym pomysłem. Luźne pogawędki z myśliwymi, trening strzelecki i inwentaryzacja w magazynie sprawiły, że wszystko powróciło na swoje tory, a Nessa nie miała czasu rozmyślać o sprawie wieszcza. Jednak skoro już się coś rozpoczęło, to powinno się skończyć. Szczególnie, że wyjaśnienie tej sprawy mogło przynieść coś dobrego dla otoczenia, choć niekoniecznie dla samej Tinuviel. Utwierdzanie się w fałszywości i chciwości innych nie było tym, co elfki lubią najbardziej.
Stanęła pod jedną z kamienic naprzeciwko beczki. Wszystko mogła stąd widzieć dokładnie, a jednocześnie nie do końca rzucać się w oczy. Rozejrzała się za towarzyszami. Był już wieczór, więc wampir powinien być w pełni sił.
Na ulicy zbierał się już spory tłum, lecz wieszcza na razie nie było. ÂŚciemniło się, a po ulicach zaczęli przechadzać się chłopcy zapalający latarnie. W grupie mieszczan czujne oko mogłoby wyłowić wielu kupców, w tym handlującego garnkami staruszka, mężczyznę sprzedającego miecze, a także nieprzyjaznego krasnoluda. Tym razem bez miotły. Dodatkowo wszystkiemu przyglądało się kilku strażników. Jak się okazało służbę miał również najbardziej rozmowny z nich wszystkich, o czym Severus już się przekonał.
Dragosani:
Wampir istotnie czuł się już znacznie lepiej. Szedł radośnie alejką, w stronę miejsca, gdzie ostatnio przemawiał wieszcz. Kilkadziesiąt kroków przed swoim miejscem docelowym dostrzegł elfkę. Stała pod jedną z kamienic, kawałek od placu i obserwowała tłum. Chyba. Albo rozmyślała o kotkach. Drago podszedł do niej cicho.
- Witam ponownie - powiedział przymilnie i uśmiechnął się. - Zapowiada się piękna noc, czyż nie? - Spojrzał w niebo.
Nessa:
Niewątpliwie elfka obserwowała tłum, bo rozmyślać o kotkach nie zwykła. A przynajmniej od jakiś dwóch lat starała się hamować i nieźle jej to wychodziło. Była to część planu zmniejszania ilości słodkości w niewielkim organizmie o szpiczastych uszach. Wprawdzie bezwzględnej myśliwej o mrożącym krew spojrzeniu i zaciętej minie wiele jej brakowało, jednak Nessie wydawało się, że jest na dobrej drodze do przestania być traktowaną z przymrużeniem oka jako nieszkodliwą ciapę. Nie było w tym zbyt wiele prawdy, gdyż osoby, które wcześniej poznały Tinuviel, wciąż miały o niej takie samo zdanie, jednak może to jakoś zadziałało na nowo poznanych w Trójprzymierzu.
- Piękna, piękna, choć nie wiem czy spokojna. Pana niziołka widziałeś gdzieś? Bo w każdej chwili może pojawić się wieszcz - wyraziła swoją obawę i zaczęła rozglądać się dookoła.
Anette Du'Monteau:
-Za tobą. - odezwał się Blaze. -Niestety nic ciekawego nie działo się potem na mieście. Szkoda. Lubie zażyć niewielkiej ilości rozrywki przed snem. No ale co poradzić. To jaki mamy dokładny plan działania?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej