Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zabawy w bogów

<< < (26/36) > >>

Dragosani:
- O właśnie tutaj jest pan niziołek. - Wampir wskazał głową na przybyłego Blaze'a. Spojrzał w kierunku sceny, względnie beczki, którą zajmował poprzedniego wieczoru wieszcz. Ciekaw był kiedy zjawi się ostatni aktor dzisiejszego spektaklu.
- Dokładniejszy plan? - zapytał małego. - Planem jest dopadnięcie wieszcza, względnie, śledzenie go. Szczegóły ustani się w trakcie akcji. - Uśmiechnął się. - Wiesz, żeby trudnij było mu to przewiedzieć. - Zaśmiał się.

Anette Du'Monteau:
-Wystarczy, że przyznasz się iż konkretnego planu w ogóle nie masz. - uśmiechnął się szyderczo Blaze.

Nessa:
- Trzymamy się wcześniejszych ustaleń i ty go śledzisz, Severusie? - dopytała się elfka, starając się zamaskować zmieszanie, jakie wywołało u niej pojawienie się niewysokiego po pytaniu świadczącym o niewielkiej spostrzegawczości łuczniczki. Postanowiła jednak szybko zrekompensować swoją gafę, nie czekając na odpowiedź wampira, i wskazała dyskretnie na poszczególnych kupców, których mogli wcześniej spotkać:
- Ciekawe po co oni tutaj. Co chcieli pewnie już wiedzą. Lub są częścią spektaklu.

Dragosani:
- Tak chyba będzie najlepiej - odparł wampir, chociaż elfka wcale na odpowiedź nie czekała. Spojrzał na wskazanych przez nią kupców. - Pewnie wiesz coś od nich jeszcze chce - zasugerował. - I to właśnie przekazali krasnoludowi jego ochroniarze. Nie dziw, że nie chciał gadać, skoro sam może być w to zamieszany.

Nessa:
I oto na scenie, która może nie do końca była sceną, a zwykłą ulicą z beczką pod jedną z kamienic, pojawił się zakapturzony wieszcz. Czterech drabów, którzy go osłaniali pozostali w cieniu, a sam przepowiadający przyszłość wyprzedził ich i ruszył w stronę swojego podium. Mieszczenie ustępowali mu miejsca i przyglądali się z zaciekawieniem pomieszanym z zachwytem. Miny kupców natomiast były nieodgadnione. Handlarze byli lekko rozsiani dookoła, a najbliżej wieszcza stał krasnolud, który odganiał trio miotłą. Chwilę po zakapturzonym i jego obstawie pojawili się kolejni strażnicy. Teraz w sumie elfka naliczyła ich trzech, niziołek dwóch, a najwyższy z nich wszystkich wampir pięciu. Mundurowi rozglądali się dookoła, gotowi w każdej chwili opanować sytuację, choć ze względu na ich ilość pewnie nie byłoby to możliwe. Tłum się zagęszczał, a hałasy narastały.
Wieszcz wskoczył na beczkę i zgrabnie rozpoczął swój występ, gdyż ze względu na przyjrzenie się jego osobie osobliwa trójka inaczej nie mogła nazwać tego, co właśnie rozgrywało się na ich oczach. Gestem dłoni uciszył zgromadzonych i pełnymi patosu frazesami zaczął karmić gawiedź. Zadowoloną gawiedź, co trzeba dodać. Nie podawał żadnych konkretnych odpowiedzi. Mówił im o tajemnicach, jakie kryje przyszłość i o możliwościach ich poznania.
Dopiero po kilkunastu minutach takiego monologu, jako jeden z przykładów niepewności dnia następnego (zaraz za chorobami, humorami żon, dekretami królewskimi, rzezimieszkami atakującymi porządnych obywateli) podał zmiany cen na targu. A konkretnie zmiany cen żelaznych mieczy, którymi uczciwe osoby mogłyby się bronić przed niesprawiedliwością. Wampir, niziołek i elfka chyba już gdzieś słyszeli podobne informacje.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej