Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawy w bogów
Nessa:
Nessa wywróciła oczami na dialog mężczyzn o zawartości spodni jednego z nich. Sporo czasu spędzała w towarzystwie płci przeciwnej, jednak wciąż nie potrafiła zrozumieć wielu ich rozmów, złośliwości i poczucia humoru. Trochę rynsztok, nie?
- Jeśli znowu będą za nim te zbiry? Wtedy będzie problem. Co pan o tym sądzi, panie Blaze? - zapytała niziołka, a wcześniej wzruszyła ramionami. Plan wampira nie był zły, ale mogło z niego wiele złego wyniknąć. A może to jedynie przewrażliwienie Nessy.
Anette Du'Monteau:
-Więc śledzenie tak? Ale chyba nie wypada tak w trójkę. Zbyt łatwo wtedy wpaść, a wytłumaczyć się z czegoś takiego też ciężko. Poza tym mniemam że zależy nam na niejakiej dyskrecji. Plan ma wady jak każdy. Jednak nie widzę innych wyjść w tym momencie. Niziołek spojrzał się w stronę targu i przybrał wyraz twarzy dumającej osoby. -A co gdyby hipotetycznie chcieć założyć własne stoisko? Przy takiej okazji musielibyśmy się natknąć na kogoś z tych kręgów i może czegoś się dowiedzieć.
Nessa:
- Sądzisz, że tak łatwo wymyślić i odegrać taki scenariusz? - skrzywiła się elfka. Sceptycznie była nastawiona do pomysłu niziołka. - Poza tym na targu nas już kojarzą. No i kupcy mogą nie być pozytywnie nastawieni i uważać kogoś z nas za konkurencję. Ojojoj, bardziej przychylam się ku pomysłowi poczekania na wieszcza i jego historyjki. Może oficjalnie ogłosi przepowiednię dotyczącą mieczy. A może i czegoś jeszcze. Gorzej z tym śledzeniem, ale warto spróbować. Lub jutro z rana znowu tu zajść. Jak znowu kogoś zbiry odwiedzą? ÂŁatwiej ich śledzić, jak idą sami niż jak osłaniają szefa. - To była chyba najdłuższa wypowiedź elfki tego dnia. Coś Nessa nie byłą ostatnio rozmowna. Ale chyba każdy tak ma, jak spodoba mu się jakaś wizja, która chwilę później okaże się ułudą. Bo przecież nie ma chyba nic złego w pragnieniu znania swojej przyszłości, prawda? Tinuviel rozumiała ludzi, którzy płacili wieszczowi. Lecz jego samego zrozumieć nie potrafiła ni w ząb. Taka chciwość i fałszywość była długouchej obca. Poza tym nikt nie powinien bawić się w bogów.
Dragosani:
- Tym śledzeniem, mogę się zająć ja. - Wampir uśmiechnął się. Dość niemrawo, ale zawsze. - Wtedy już pewnie będzie po zmroku, więc będę nieco sprawniejszy od chociażby takich ludzi - powiedział skromnym tonem, nieskromną wiadomość. - Nawet po dachach mógłbym za nimi lecieć. Jak mnie nakryją - trudno, ucieknę, albo wybiję. - Wzruszył ramionami, jakby mówił o kupowaniu cebuli. Albo czosnku.
Nessa:
- Zgoda - skinęła głową Nessa, lecz nie jak przy wyborze czosnku czy cebuli. Gdyż ona nie lubiła ani czosnku, ani cebuli. No chyba że w jakiejś potrawce. Ale takiej smacznego. Dobrze przyrządzonej jak u sąsiadki Tinuviel. Tej od płaczących dzieci. Albo w szaszłyku autorstwa kucharki z Krwawych Kruków. Pieczenie z dodatkiem czosnku też miała niezłe. Chociaż czasami zbyt mocno przyprawione. - To do zobaczenia wieczorem przy beczce - po tych słowach długoucha oddaliła się, bo zwyczajnie zgłodniała. No i wypadało odwiedzić Ostoję.
//Ustalmy, że wieszcz będzie już na miejscu, jak tam przybędziecie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej