Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zabawy w bogów

<< < (23/36) > >>

Nessa:
- Powiedziałabym raczej przerażone i uparte. Choć może na swój sposób rozsądne - zdążyła jeszcze odpowiedzieć niziołkowi elfka, postępując tym samym kilka kroków do przodu. Nie podobała jej się ta rozmowa. Nie podobała jej się ta miotła. Nie podobali jej się ci opryszkowie. A w szczególności nie podobało jej się, jak wampir i niziołek naskoczyli na kupca. Wiadomo, to krasnolud. One są uparte i zawzięte. Zatem Nessa wątpiła, by argumenty Blaze'a lub Severusa coś dały, choć były całkiem rozsądne. Ale osoby zastraszone zazwyczaj takie nie są. Poza tym za dużo mówili. Raz jeden, raz drugi. Kto wie, czy nie przypominali w tym tych drabów, którzy niedawno stąd wyszli.
Długoucha czekała aż biedny krasnal ugnie się pod kłamstwem niziołka i wyzna wszystko. W końcu nie ma to jak wizja śmierci z rana, prawda?

Ale kupiec zaskoczył Tinuviel. I zapewne nie tylko ją, bo wybuchnął głośnym śmiechem. Tak po prostu. Kilku handlarzy z naprzeciwka nawet zwróciło na to uwagę.
- Jak wy nic nie wiecie, a udajecie, że jesteście zorientowani. Narzucają ceny... Dobre sobie! - powiedział, gdy uspokoił się po chwili. - A teraz wynocha! - po tym radosnym krzyku nastąpił kolejny rechot, choć krasnolud uniósł miotłę i ułożył ją w poziomie, by wypędzić nieznajomych. Sugerując się zainteresowaniem innych handlarzy, osobliwa trójka chyba nie miała większego wyjścia.

Dragosani:
- Jak tam sobie chcesz - mruknął wampir. Nie miał zamiaru dłużej rozmawiać z upartym krasnoludem. Z takich to i na torturach niczego się nie wyciągnie. Wyszedł więc zza kotary i uśmiechnął się bezczelnie do obserwującego wszystko handlarzy. Miał już pewien pomysł na kolejne kroki, więc stanął w cieniu jednego z budynków i zaczekał na resztę.

Nessa:
Długoucha odprowadziła wzrokiem Severusa, po czym jej spojrzenie spoczęło na niziołku. Ten na razie stał w miejscu, więc sama postanowiła skończyć nagabywanie kupca, bo na razie nic dobrego z tego nie wyszło, a jeszcze bardziej namieszało jej w głowie. ÂŚmiech krasnoluda wydawał się być szczery, a to znaczyło, że draby wcale nie zmuszały go do ustalania cen wedle ich widzimisię. Zatem po co do niego przyszli?
Dygnęła grzecznie i jakby przepraszająco, pożegnała się i ruszyła za wampirem. Po wyjściu zza kotary starała się zachowywać jak najbardziej naturalnie, choć nie było to zbyt proste, podobnie jak ignorowanie zaciekawionych spojrzeń innych kupców. Szybkim krokiem dołączyła do krwiopijcy. 

Anette Du'Monteau:
Blaze machnął ręką na krasnoludzkiego kupca i odszedł. Niech będzie przeklęta broda każdego z tych zidiociałych baranów. Niziołek dołączył do nieśmiałej elfki oraz chorowitego wampira. Dostrzegł w minie krwiopijcy coś innego. -Albo masz coś na rzeczy, albo zaraz narobisz w spodnie. - zwrócił się do Severusa. -Liczę, że to pierwsze, bo druga opcja jakoś nie rozwiąże naszych wątpliwości, chyba że tyczą się one również twoich jelit. W to wątpię. Bez urazy.

Dragosani:
- Wolę nie wiedzieć dlaczego interesujesz się moim spodniami - odparł wampirek, szczerzą kiełki. - Ale rację masz, mam coś "na rzeczy". Właściwie najprostszy i najoczywistszy pomysł. Poczekamy do wieczora i pójdziemy posłuchać wieszcza. Jak się już ściemni i zacznie się on zmywać, może uda się paskudę śledzić. Bo tak właściwie, to nie wiem, z kim można by porozmawiać... - Skrzywił się nieco.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej