Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawy w bogów
Dragosani:
Wampir zatrzymał się i zmarszczył brwi. Nie często był nazywany "marmurowym chłopcem". Szczególnie od osoby, która ledwo dosięgała mu pasa. Ale to akurat było nieistotne, sam lubił czasem nadawać inny dziwaczne pseudonimy. Ten akurat był bardzo dziwaczny. Jednak Draga naszły inne podejrzenia. Mężczyzna komentujący ubranie innego mężczyzny. To nie było normalne. Spojrzał na niziołka, zastanawiając się czy nie jest on przypadkiem taki "inny".
- Przeszkadza ci to w jakimś stopniu? - zapytał, nie chcąc wypowiadaź na głos swoich podejrzeń co do orientacji małego.
Anette Du'Monteau:
-Oj nie. Poza tym, że to dość drogi materiał. Sama jego obróbka też do tanich nie należy. To takie zboczenie zawodowe. Po nitce do sznurka i otrzymujemy w końcu...Nie ważne. Po prostu zwracasz tym uwagę na swoją osobę, nie tylko w celu choćby rozbicia ci butelki na głowie, a jeszcze ograbienia. Ale pewnie taki duży chłopiec jak ty nie boi się bandziorów, prawda?
Dragosani:
- Potrafię sobie poradzić - odparł Drago i wzruszył ramionami. Coś mu mówiło, że nie polubi niziołka. Zbyt wiele gadał, co w sumie było dość często spotykane pośród jego gatunku. Poklepał rękojeść miecza. - Nie noszę wszak tego tylko dla obciążenia pasa. - Uśmiechnął się paskudnie dość wyraźnie pokazując wampirze kły. Spojrzał na elfkę, później znów na małego.
- No ale idziemy, nie ma co zwlekać. - Odwrócił się i ruszył do wyjścia.
Anette Du'Monteau:
-ÂŁadne ząbki. Mój kuzyn Rammi nosi podobne w swojej kurtce. Lubi takie ozdoby. Nie rozumiem tego, ale rodziny nie trzeba rozumieć... Niziołek spojrzał na miecz wampira. -Wielu nosi miecz przy sobie i twierdzi, że potrafi nim się posługiwać, ale u niewielu to okazuje się prawdą. Blaze odwzajemnił uśmiech pokazując rząd nienagannie białych zębów.
Nessa:
Ni słowem Nessa się nie odezwała, choć napięcie między niziołkiem, a wampirem było wyczuwalne. To dobrze. Monotonia i uprzejme uśmieszki mogą uprzykrzyć i najciekawsze chwile. Długoucha z uśmiechem pomachała szybko Darlenitowi i hrabiemu, po czym ruszyła za nieznajomymi. Nawet nie starała się zachować odpowiedniej odległości.
Zresztą okazało się to zbędne, bo kilkadziesiąt metrów od karczmy osobliwe trio spotkało niewielki tłum. Zbiorowisko otaczało mężczyznę, który, jak się okazało, stał na beczce i przemawiał. Nie wyglądał jakoś szczególnie, choć zdawało się, że starał się sprawiać takie wrażenie. Przynajmniej tak można by zinterpretować narzucony na głowę kaptur i obszerny płaszcz, a także kij, którym wymachiwał, grożąc zebranym ciężkimi czasami, które mają nadejść.
Jakiś bogato ubrany mężczyzna rzucił mu mieszek. Nieznajomy potrząsnął nim, po czym uśmiechnął się prawie niezauważalnie, gdyż cień kaptura przykrywał jego wąskie usta.
- Porozmawiajmy. - Szlachcic kiwnął głową, a dziwny mężczyzna zwinnie zeskoczył z beczki. Tłum się lekko rozstąpił i mógł przejść, by kilka metrów dalej oddać się poufnej rozmowie. Ze słów mieszczan zgromadzonych dookoła można było wywnioskować, że za dość hojną opłatą można poznać i najbardziej niejasne wyroki bogów.
Czułe wampirze uszy mogły usłyszeć, iż dialog tyczy się jakiejś kradzieży, która dopiero co mogłaby się wydarzyć, gdyż bogacz właśnie przeprowadził jakąś dużą transakcję. Nieznajomy co chwilę wtrącał się do wypowiedzi szlachcica, dodając do jego opowieści szczegóły, świadczące o znajomości przedstawianej sprawy. Dlatego też arystokrata naiwnie czy też nie ze zdumieniem orzekł, iż to dla niego najjaśniejszy dowód na zdolności mężczyzny. Po czym dowiedział się szczegółów, dopiero co mającego się wydarzyć włamania.
Blaze natomiast kątem oka dostrzegł ładnie ubraną kobietę w średnim wieku, która wykłócała się z jakąś przekupką, wierzącą bezgranicznie w umiejętności zakapturzonego mężczyzny.
//: zapomniałabym - o wszelkich zmianach pór dnia Was będę informować. Rzecz jasna, teraz kontynuujemy wątek z karczmy, więc jest wieczór.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej