Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bo od złotych dłoni zawsze chłodem wionie, a dotyk kobiety jest ciepły...
Grison:
Czemu moje życie musi być aż tak zabawne? - pytał sam siebie w myślach.
- Pani - zaczął. - Mam nadzieję, że cię nie przestraszyłem. Przez chwilę obserwowałem jak śpisz. Widok śpiącej damy, nasuwa mi pełne radości wspomnienia o baśniach, w których rycerz budzi królewnę ze snu. Znasz je, prawda?
Mantos:
- Oczywiście, że je znam, ale w tych baśniach rycerz budzi swą damę pocałunkiem - powiedziała spoglądając na Hedriva najbardziej uwodzicielskim spojrzeniem na jakie może się zdobyć świnia wytarzana w gnoju.
Grison:
Hedriv był dumny z iście aktorskich cech, które nabył jeszcze jako młodzieniec. W sytuacjach takich jak ta przydawały się niezmiernie. Bez okazywania jakiejkolwiek nuty obrzydzenia, która w tamtym momencie byłaby odpowiednia podszedł do łóżka i oparł się o słup utrzymujący baldachim. Wymodelował głos na bardzo szarmancki, po czym rzekł:
- Są też takie - zaczął siadając na łóżku - Takie które zachowują czas niewinności aż do samego końca - rzekł przybliżając się - Wzbierają fascynację, aby na końcu... - zbliżył się do matrony - dać jej upust i nasycić wszystkich - dokończył. - Nie chce pani chyba, aby czas prysł? - rzekł oddalając się. Sądził, że starucha jest na tyle zdesperowana, iż połknie każdy nonsens z ust dhampira, który niejednokrotnie uwodził w ten sposób urodziwe młódki.
Mantos:
Szlachcianka zmieszała się na te słowa, uniosła swą dłoń i dwoma palcami, które przypominały serdelki tak bardzo iż niemal można było wyczuć ich zapach, dotknęła swej dolnej wargi i zaczęła zastanawiać się nad odpowiedzią. Nie chciała się przyznawać, że swą cnotę straciła dekady temu, gdy jeszcze współżycie z nią nie niosło ze sobą ryzyka zmiażdżenia, więc powiedziała tylko
- Jestem pewna, iż twój pocałunek nie skala mych warg... Jeśli będzie szczery i z serca będę miała pewność, że nie chcesz mnie tylko wykorzystać - zapiszczała, a jej małe oczka zaczęły błyszczeć.
Grison:
- Wykorzystać? - udał oburzenie cofając się. - To tak postępują tutaj mężczyźni? Cóż za barbarzyński kraj! - krzyknął. - Czy dlatego też będzie pani podchodziła do mnie z takim stosunkiem? Przez złe doświadczenia? Zranione serce? Biedactwo - rzekł przyjmując wyraz twarzy zbitego psa. - Na bogów! - krzyknął po chwili, ponownie.
Zwrócił się w stronę okna zaciskając pięści.
- Zabiję ich wszystkich! Skoro każdy mężczyzna jest tu łotrem czyhającym na niewinną niewiastę, to nie zasługują aby żyć! Nie pozwolę aby cierpiała pani męki złamanego serca ani razu więcej!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej