Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bo od złotych dłoni zawsze chłodem wionie, a dotyk kobiety jest ciepły...
Mantos:
ÂŁóżko zdawało się jęczeć w agonii gdy kobieta przewróciła się na bok ukazując Hedrivowi swoją twarz umazaną sosem. Była to ta sama szlachcianka, którą spotkał wcześniej na rynku.
Grison:
Do dzieła więc.
Hedriv wskoczył z gracją do pomieszczenia nie hałasując ani trochę.
Zjeść lubimy. Pospać lubimy. Co jeszcze? - pytał pod nosem, dhampir. Patrzył na otyłą kobietę jak na ciekawy, acz odrzucający swą osobliwością przedmiot. Podszedł do łoża i kilka razy stuknął kostkami palców w jeden z drewnianych słupów utrzymujących baldachim.
Mantos:
Nagle kobieta przestała chrapać, na jej twarz przybrała skupiony wygląd po czym dhampir poczuł straszliwy smród.
Grison:
Bogowie. - pomyślał, po czym podszedł do rozchylonego okna, czekając aż smród opuści pomieszczenie.
- Ekhem. - chrząknął głośno.
Mantos:
Matrona otworzyła i zamknęła usta kilka razy jakby coś przeżuwając, po czym przetarła oczy dłonią rozmazując tłuszcz po twarzy. Podparła się druga ręką upuszczając przypadkiem swe mięsne berło na podłogę.
- Czy to ty mój książę? - powiedziała cichym głosem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej