Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bo od złotych dłoni zawsze chłodem wionie, a dotyk kobiety jest ciepły...
Grison:
Jest jeszcze jasno - stwierdził w myślach. Mógłbym wspiąć się na pierwsze piętro i rozejrzeć po domu... Zapewne nikt by mnie nie zauważył. Ale po co? - dokończył myśl drapiąc się po brodzie. Poczekam aż się ściemni.
Mantos:
Noc nadeszła jak zwykle późno o tej porze roku, gdy tylko zaczęło się ściemniać wszystkie okna na parterze zostały zamknięte, jednak na piętrze zostały otwarte dwa kolejne okna.
Grison:
Hedriv właśnie wrócił z przechadzki po szlacheckiej dzielnicy. Stanął przed domem matrony starając się wychwycić dogodne miejsce. Nie zauważył nigdzie strażników. Czym prędzej podszedł do ściany wtapiając się w ciemność dzięki umiejętności kamuflażu opanowanej do perfekcji. Nie chciał aby ktoś z ulicznych przechodniów go zauważył. Gdy plecy dotknęły muru, odwrócił się w bok i wykonał dwa szybkie susy, które nadały mu odpowiedni pęd do podskoku. Dzięki wyuczonej akrobatyce i dhampirycznym zdolnościom, bez problemu wskoczył na parapet parterowego okna i odbijając się od futryny złapał dłońmi górny parapet. Chwilę potem podciągnął się, tak aby móc zobaczyć co znajduje się w pomieszczeniu.
Mantos:
Oczom dhampira ukazał się baldachim pięknego dębowego łóżka z motywami roślinnymi. Na łóżku leżała kobieta, która pozycji poziomej wyglądała jak jakiś potwór morski wyrzucony na brzeg. Spała, trzymając gęsie udo w prawej ręce i chrapiąc tak głośno, iż miało się wrażenie, że baldachim unosi się w górę i w dół.
Grison:
Czyżby, to moja "piękna"? - spytał się w myślach.
Podciągnął się jeszcze wyżej i zasiadł na parapecie starając się stwierdzić, czy niegrzeszącym urodą obiektem na łożu jest matrona...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej