Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ostateczne rozwiązanie

<< < (41/44) > >>

Legolas:
Na znak Garira do walki ruszył Legolas. Rzucił sie na dwóch wieśniaków uzbrojonych w widły. Ci na widok wojownika z mieczem o mało nie rzucili swoich broni i nie uciekli ale widząc za sobą resztę szarży dostali nagłego zastrzyku odwagi. Legolas podbiegł do jednego sparował jego pchnięcie i wbił mu miecz w bok. Potem musiał natychmiast sie uchylić żeby nie mieć dodatkowych 3 otworów w klatce piersiowej. Niestety miecz pozostał w ciele pierwszego chłopa. Wojownik zatem podniósł widły i szybkim pchnięciem przedziurawił drugiego wieśniaka. Potem wydobył swój miecz z boku nieszczęśnika i ruszył dalej do bitwy.

36 Chłop
11 Wojownik zgromadzenia

Adaś:
Kiedy wszyscy się bawili z "denatami", Sleeth spokojnie zaczął spacerować po ruinach. Spacerował, gmerał sobie po różnych zakamarkach. Aż tu nagle usłyszał dziwne poruszenie na dziedzińcu. Ale jakoś mu się nie śpieszyło, aby dowiedzieć co dokładnie się tam dzieje. Powoli szedł, szedł aż nagle zdało się słychać salwę z muszkietów. Oho katering przyjechał. Pomyślał ponuro, po czym przyśpieszył kroku i ściągnął z pleców, któryś raz tej nocy swój puklerz.  Ledwie to zrobił a znalazł się na dziedzińcu.
W kierunku wyłomu biegła spora gromada ludzi. Kto by pomyślał że dojdzie tej nocy jeszcze do walki. Ale cóż, Sleeth powoli wyciągnął swój miecz z pochwy, dokładnie go obejrzał i nie spiesząc się ruszył w kierunku nadbiegających przeciwników. Chłopi biegli jakby grupami. Co mogło być wyzwaniem nawet dla najbardziej doświadczonych wojowników. A Sleeth niewiele pamiętał z walki, jedynie tyle co odświeżył sobie tutaj na Valfden. Tak więc bez ceremonialnie przyśpieszył kroku, na oddzielonych od wszelkich grup dwóch chłopów. Szedł on lekko przygarbiony, z pochyloną do przodu głową oraz przymrużonymi oczami. Jego miecz przecinał rytmicznie powietrze wraz z każdym krokiem właściciela. Chłopów postawa dhampira musiała lekko przestraszyć, a do tego jeszcze było trochę ciemno więc to musiało potęgować ich strach.
Nagle Sleeth podbiegł dwa kroki do przodu, wybił się z prawej nogi lądując między dwoma chłopami.  Błyskawicznie wykonał pół piruet na lewej pięcie, równocześnie uderzając puklerzem po czerepie jednego z chłopów. Efekt był natychmiastowy, chłop stracił równowagę i się przewrócił. Natomiast drugi wtedy się opamiętał i zaatakował swoim kijem dhampira, cios był wymierzony w jego głowę. Niestety jego atak był zbyt wolny, lecący w kierunku Sleetha kij zatrzymał się na puklerzu. Kalgalath zgrabnym ruchem nadgarstka, za młynkował po czym wykonał szybkie cięcie. Miecz bez najmniejszego problemu rozciął podbrzusze przeciwnika, wypuszczając jego wnętrzności na wolność. Chłop momentalnie upuścił swoją broń, chciał złapać swoje wnętrzności, ale niezbyt mu to wyszło. Ledwie złapał się za podbrzusze a zaraz upadł na ubitą ziemię, aby skonać..

35 Chłop
11 Wojownik zgromadzenia

Isentor:
//Legolas oraz Adaś nie wykończyliście 2 przeciwników, ponieważ nie macie tylu dostępnych finiszerów na post. Już świta jak napisał Garir więc bonus z dziecka świtu nie działa.



--- Cytuj ---Kiedy wszyscy się bawili z "denatami", Sleeth spokojnie zaczął spacerować po ruinach. Spacerował, gmerał sobie po różnych zakamarkach. Aż tu nagle usłyszał dziwne poruszenie na dziedzińcu. Ale jakoś mu się nie śpieszyło, aby dowiedzieć co dokładnie się tam dzieje. Powoli szedł, szedł aż nagle zdało się słychać salwę z muszkietów. Oho katering przyjechał. Pomyślał ponuro, po czym przyśpieszył kroku i ściągnął z pleców, któryś raz tej nocy swój puklerz.  Ledwie to zrobił a znalazł się na dziedzińcu.
W kierunku wyłomu biegła spora gromada ludzi. Kto by pomyślał że dojdzie tej nocy jeszcze do walki. Ale cóż, Sleeth powoli wyciągnął swój miecz z pochwy, dokładnie go obejrzał i nie spiesząc się ruszył w kierunku nadbiegających przeciwników. Chłopi biegli jakby grupami. Co mogło być wyzwaniem nawet dla najbardziej doświadczonych wojowników. A Sleeth niewiele pamiętał z walki, jedynie tyle co odświeżył sobie tutaj na Valfden. Tak więc bez ceremonialnie przyśpieszył kroku, na oddzielonych od wszelkich grup dwóch chłopów. Szedł on lekko przygarbiony, z pochyloną do przodu głową oraz przymrużonymi oczami. Jego miecz przecinał rytmicznie powietrze wraz z każdym krokiem właściciela. Chłopów postawa dhampira musiała lekko przestraszyć, a do tego jeszcze było trochę ciemno więc to musiało potęgować ich strach.
Nagle Sleeth podbiegł dwa kroki do przodu, wybił się z prawej nogi lądując między dwoma chłopami.  Błyskawicznie wykonał pół piruet na lewej pięcie, równocześnie uderzając puklerzem po czerepie jednego z chłopów. Efekt był natychmiastowy, chłop stracił równowagę i się przewrócił. Natomiast drugi wtedy się opamiętał i zaatakował swoim kijem dhampira, cios był wymierzony w jego głowę. Niestety jego atak był zbyt wolny, lecący w kierunku Sleetha kij zatrzymał się na...
--- Koniec cytatu ---
...piersi Sleetha przeszywając jego brzuch po sam kręgosłup.



--- Cytat: Legolas w 08 Październik 2012, 18:05:56 ---Na znak Garira do walki ruszył Legolas. Rzucił sie na dwóch wieśniaków uzbrojonych w widły. Ci na widok wojownika z mieczem o mało nie rzucili swoich broni i nie uciekli ale widząc za sobą resztę szarży dostali nagłego zastrzyku odwagi. Legolas podbiegł do jednego sparował jego pchnięcie i wbił mu miecz w bok. Potem musiał natychmiast sie uchylić żeby nie mieć dodatkowych 3 otworów w klatce piersiowej. Niestety miecz pozostał w ciele pierwszego chłopa...

--- Koniec cytatu ---
...bezbronny Legolas oberwał kijem po głowie i stracił przytomność.

Dragosani:
Gdy wrogie siły zbliżały się do zamku, powoli zaczęło świtać, co było raczej nie na rękę Dragosaniemu. Wręcz bardzo nie na rękę. Już zaczął odczuwać paskudne efekty tegoż. Klepnął więc Deva w ramię.
- Dobra, braciszku, masz szansę odwdzięczyć się za krew. Zabij kilku za mnie - powiedział, po czym zszedł z murów i lojalnie wobec współtowarzyszy, chyłkiem usunął się z pola bitwy. Oczywiście nie była to ucieczka, brońcie bogowie. Był to zaplanowany odwrót taktyczny, którego celem było danie pozostałym kompanom możliwości wykazania się w walce. Tak więc, dbając o reputację innych członków drużyny, wampir wszedł do zimnych i ciemnych pomieszczeń zamku.

Malavon:
-Wielbiciele słońca niczym myszy pod miotłą. Elfi adept pośpieszył na dół muru. Gdy już znalazł się przy wyłomie, znalazł sobie kawałek zniszczonego muru, aby móc na nim stanąć i ogarnąć wzrokiem okolice. Udało mu się nawet odszukać fragment częściowo osłonięty przez wiszące fragmenty kamieni. Malavon już po chwili wybrał sobie cel, którym był wojownik zgromadzenia. -Izosh! - zabrzmiały słowa. W jednej z dłoni elfa pojawił się lodowy sopel. Malavon wrócił wzrokiem do swojego celu i cisnął pociskiem używając dodatkowo telekinezy. ÂŚmiercionośny lód wbił się prosto między szyję, a bark. Wróg padł na ziemię krwawiąc obficie z powstałej rany. Kątem oka elf zauważył jakiś ruch z boku. Okazał się nim chłop, który jakoś przedostał się w to miejsce. De'Vir chwycił za swój kostur i odskoczył szybko w tył. Pierwsze uderzenie wideł spadło z góry. Elf zdołał zablokować je ustawiając kostur w poprzek. Jednak taka pozycja nie mogła się utrzymać wiecznie. Telekinetycznym impulsem Malavon odrzucił zęby wideł w tył, aby po chwili uderzyć trzonkiem kostura w bok mężczyzny. Chłop zwinął się nieco odczuwając ból. Adept nie poprzestał na jednym uderzeniu i rąbnął drugi raz w żebra. Potem ponownie użył telekinezy i podciął nogę przeciwnika. Mężczyzna oczywiście zwalił się na ziemię. Adept mając gdzieś wyrafinowane sposoby uśmiercania zaczął uderzać kosturem co i raz w głowę chłopa. Leżący człowiek próbował się bronić, lecz na niewiele się to zdawało. Po kilku porządnych uderzeniach obrażenia wzięły górę i przeciwnik przestał się szamotać. Zmęczony Malavon odetchnął i otarł czoło z potu.

34 Chłop
10 Wojownik zgromadzenia

//: To ilu w końcu tych przeciwników?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej