Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ostateczne rozwiązanie

(1/44) > >>

Adaś:
Nazwa wyprawy: Ostateczne rozwiązanie
Prowadzący: Garir, Adaś
Wymagania: Specjalizacja walki dowolną bronią [50%] lub dowolne zaklecie/runa
Liczba uczestników: Adaś, Garir, Dragosani, Insentor, Warcisław, Elrond, Malavon, Vi, Legolas, Mogul, Tkoron, Devristus, Anvarunis
Kiedy tylko po mieście rozniosła się informacja o wielkiej morderczej wyprawie, organizowanej przez pewnego krasnala. Dhampir, Sleethem zwany raz dwa zjawił się w karczmie. Ostatnio mu się nudziło więc szukał roboty, a że się trafiła, to grzechem było by odmówić sobie tej rozkoszy. Tak więc Kalgalath powolnym krokiem wkroczył do karczmy. Jak zwykle w nozdrza rzucił się smród piwa, spoconych ciał i trudniejsze do identyfikacji zapachy. No i jak zwykle było tam pełno ludzi.
Sleeth rozejrzał się po wnętrzu, w poszukiwaniu jakiegoś krasnala organizującego wyprawę. Na jego nieszczęście tym, że krasnalem był ów krasnal który go ostatnio w tej samej karczmie zaczepiał. Nie zbyt to dhampirowi podobało ale cóż poradzić? Powoli zbliżył się do stolika gdzie siedział były generał z drużyną . Stanął tuż za jego plecami i powiedział swoim metalicznym głosem:
-Rudy idę z wami!
Po czym ściągnął swoją tarczę owiniętą w szmatę z dziwnym czerwonym znaczkiem i usiadł opierając ją o swoje kolano, czekając na jakiś znak...

Hagmar:
Nie prowokuj... od ostatniego razu umiem więcej... Odburknął. Wstał od stołu i głośno rzekł: Dobra kompanio, czas się zbierać.

Euthnoelfhijnd:
Tymczasem Warcisław siedzący obok Garima odpowiedział na wcześniej zadane przez niego pytanie:
- W sumie to splot okoliczności. Kiedy uciekłem ze swojej ojczyzny do Valfden, nie miałem punktu zaczepienia. Szukałem schronienia u Krwawych Kruków. Tam rozmawiałem z Aragornem. Zainteresował się moim naukowym podejściem, a zwłaszcza ukochaniem nauk prawnych. Poza tym byłem specyficzny - wierzę w religię monoteistyczną, która rozpatruje walkę z demonami tylko na poziomie metafizycznym, gdyż wg nas siła wiary przezwycięży największy demoniczny oręż. W końcu Aragorn wykorzystał moje zdolności podczas prac i negocjacji nad statusem Ekkerund. To tych słowach Warcisław na chwilę się zamyślił, a oczy zaszkliły mu się. Tęsknił za przyjacielem. Starał się jednak ukryć łzy - był w końcu facetem, a oni nie płaczą. Przerywając zadumę spytał:
- A jak było z Tobą, przyjacielu?

Elrond Ñoldor:
- Dziwnym trafem zawsze mam przy sobie kostur, miecz i różdżkę... - dopił złocistego miodu i beknął. Kultura nakazała mu przyłożyć pięść do ust. Pomacał po kieszeniach, o dziwo sakiewki nie miał. Czyżby mu ukradli? A może wydał wszystkie grosze na naukę czarodziejstwa? Nie pamiętał. Nie chciał. Wzruszył ramionami. Dzisiaj pił za darmo.

Hagmar:
Ja? Poznaliśmy się na wojnie. Nie pamiętam której. Odparł z uśmiechem. Do bogów z kolei podchodzę z dystansem, a o demonach powiem tyle: bez porządnego miecza nie podchodź.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej