Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ostateczne rozwiązanie
Devristus Morii:
Tymczasem Devristus popijał wodę i przysłuchiwał się rozmowom. Dużo ciekawych rzeczy można się było z nich dowiedzieć czy uzupełnić luki w znanej sobie historii. Rozejrzał się po sali i jego wzrok spoczął na nieznanej sobie kobiecie, która -jeśli dobrze usłyszał od jednego z chłopów siedzących w karczmie - miała na imię Victoria. Skinął głową i uśmiechnął się.
Anette Du'Monteau:
Uwagę Vi zwrócił elf w szatach. Pewnie kolejny mag, albo jeden z tych wielbicieli piwa i rzutów kłodą, choć nie wygląda na takiego. -Wolę rozmowę od samych uśmiechów skarbie. - odezwała się.
Adaś:
Dhampir powoli wstał i ruszył w kierunku wyjścia. Nie miał ochoty siedzieć wciąż w pełnej karczmie. Powolnym krokiem wyszedł przez drzwi na zewnątrz. Rozejrzał się po okolicy, jedyne co ujrzał to rozchodzących się do domów pijaczków. Była to dobra okazja aby sobie trochę podjeść. Spowodowane było to tym że Sleeth podobnie jak czystej krwi wampir odczuwał specyficzny głód. Głód który dało się zaspokoić tylko w jeden sposób.
Kalgalath postanowił że uda się za pewną osobę która znajdowała się w stanie upojenia alkoholowego, ba ledwie na nogach się trzymała. Dziwnym trafem była to dość młoda kobieta kierująca się w jeden z ciemniejszych zaułków. Sleeth powoli udał się za nią. Kiedy tylko miał pewność że jego posiłek nie da rady wezwać pomocy, przyskoczył do niej i błyskawicznie zatopił zęby w jej smukłej szyi. W tym samym momencie kobieta zemdlała. Kto wie czy to było spowodowane strachem, czy może upojeniem alkoholowym? Jak tylko dhampir skończył swój posiłek, opuścił ową kobietę na ziemię i oparł ją o ścianę jednego z budynków. Po tej czynności wrócił pełni najedzony przed karczmę w oczekiwaniu brygady...
//:Mamy rozumieć że to wszyscy chętni?
Anv:
Wśród zebranych pojawił em się także ja. Inny niż kiedykolwiek. Bledszy, zmieniony, o bardziej obojętnych oczach niż kiedykolwiek. Wmieszałem się w sporawy już tłum zebarnych osób, po czym odszukałem osoby organizującej wymarsz.
- Jeśli pozwolicie, chętnie zabiorę się z wami.
Elrond Ñoldor:
Warcisław nie śpieszył się z odpowiedzią, a Elrond nie naciskał zbytnio świdrującymi oczami. Jego uwagę zwrócił osobnik, który wyszedł nagle nie wiadomo skąd, ale nowicjusz mógł przysiąść że widział go w karczmie, a z takowej nieznajomy nie wychodził. Kolejna rzecz jaka wpadła w oko niedoszłego czarodzieja była krew. W dosyć specyficznym miejscu. Jakby się nią pobrudził podczas jedzenia... Widzę że wampiry nieźle trzymają się na Valfden...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej