Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ostateczne rozwiązanie
Adaś:
Kiedy wszyscy chętni się zebrali i było mało prawdopodobne, że ktoś jeszcze dołączy do drużyny. Krasnal Garir dał wam znak, że nadszedł czas ruszać. W końcu ileż można w karczmie siedzieć? Jak tylko opuściliście budynek najbardziej popularnej karczmy na całej wyspie, udaliście się prosto w kierunku bramy wychodzącej na południowy trakt. Tam ze stajni zabraliście konie, oraz dwa wozy, wyładowane zapasami oraz najbardziej potrzebnymi rzeczami. Teraz czekała was długo podróż na południe od miejscowości Marcham.
//:Możecie se pogadać, i przyśpieszać czas. Np pisząc: "Kiedy tylko nastał wieczór Józek..." itd.
Dragosani:
Decyzja o wyruszeniu jakoś się przedłużała, więc Severus postanowił "wrzucić coś na ząb", przed wyruszeniem. Nie wiedział ile potrwa podróż i jak podczas niej będzie z... zaopatrzeniem. Odszedł od tłumku, wchodząc w jedną z bocznych uliczek. Była noc, co dawało wiadome korzyści dla wampira. Oraz inne, czyli ludzi opuszczających pobliską karczmę. Wystarczyło tylko się zaczaić... Po chwili dostrzegł potencjalną ofiarę. Był to nieco podpity mężczyzna w sile wieku. Z wyglądu drwal jakiś, albo stoczniowiec. W każdym razie wielki i silny. Powinien mieć mocną i odżywczą krew. Ravnblod wyszczerzył kiełki i ruszył za nim do zaułku... Wyszedł po trzech minutach, rękawem ocierając usta z krwi. Ofiarę zostawił przy beczce z jakimiś śmieciami, zostanie wzięty za kolejnego pijaczka. A samego ataku pewnie nawet nie będzie pamiętał. Gdy wszyscy wsiedli na konie i drużyna wyruszyła, Severus postanowił zagadać do osoby, którą można by nazwać jego bratem i pra(ileś tam)wnukiem, jeżeli brałoby się pod uwagę wampirze linie krwi. Sytuacja ta byłą dość nietypowa, żeby nie powiedzieć patologiczna. Podjechał na czarnym wierzchowcu do niejakiego Fausta. W sumie znał go tylko "z widzenia".
- Chyba się jeszcze nie znamy - powiedział, gdy był już względnie blisko. - Dragosani, szerzej znany jako Severus Ravnblod - przedstawił się.
Anv:
Jechałem spokojnie na szarym koniu, kontemplując porę dnia i rześkie powietrze jakim właśnie noc lubiła się dzielić. Nie było tak parno jak w dzień, kilka stopni chłodniej, a wciąż przyjemnie. Rozmyślałem nad ostatnimi wydarzeniami, nad samym sobą, nowym sobą. Czułem, że tak jest lepiej. Może istota wampira była mi pisana, ostatecznie czuję się przecież lepiej niż gdy jeszcze byłem człowiekiem. Spojrzałem w bok, natychmiast gdy podjechał do mnie Severus. Słowo "Dragosani" szybko przebiegło przez mój umysł, wybudzając niczym impuls wszystkie skojarzenia. Nie póżnowałem przecież w siedzibie wampirów i zdążyłem już bibliotekę odwiedzić. Czyny wampirzego ojca były mi znane.
- Miło mi, Faust Nivellen. - rzuciłem krótko, spoglądając na twarz mężczyzny. - Chyba mijaliśmy się gdzieś w Zamku Czterech Wiatrów. - stwierdziłem, mrużąc lekko oczy w chwili zastanowienia.
Dragosani:
- To możliwe - odparł Ravnblod. - Objąłem stanowisko tamtejszego "zarządcy", jakkolwiek idiotycznie to nie brzmi. I coś czuję, że będę tego żałował, gdy napłyną nowi kandydaci i będę musiał się z nimi użerać. - Uśmiechnął się krzywo. Tak właściwie nie żałował tego, że zgodził się zająć tę posadę. Było to całkiem wygodne. Spojrzał na Fausta, błyskając w świetle księżyca nie-do-końca-ludzkimi oczami.
- A ty zaś, z tego co słyszałem, zostałeś mistrzem Legionu. Kiedy rozpocznie się szkolenie? - zapytał, gdyż niecierpliwił się do poznania tajników iluzji.
Anv:
- Tak, Gunses zaproponował mi stanowisko mistrza, może zrobiłem na nim wrażenie fascynacją sferą umysłu i sferą stralną. Dawniej byłem adpetem magii ducha. - szybko na myśl przyszły mi wspomnienia ucieczki z Gildii Magów, gdy ta zostałą zaatakowana. Kto by kiedykolwiek pomyślał, że ludzie odważą się postawić magom. To było widać, ich pozycja mocno upadła. Każdy ratował się jak mógł. Ja poszedłem w drugą stronę. Otrząsnąłem się po chwili. - [/i]Szkolenie? Myślę, że już niedługo. Nauczyciele, przygotowują się starannie. Załatwiamy jeszcze wszystkie papierkowe sprawy. Iluzja to ciekawa ścieżka...[/i] - zakończyłem, zdania nie kończąc, a przechylając jedynie głowę w stronę rozmówcy z uniesionym kącikiem ust, w delikatnym uśmiechu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej