Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ostateczne rozwiązanie
Malavon:
Malavon również włączył się do walki. Postanowił skorzystać z jednej nowej umiejętności. Wybrał grupę trzech wojowników oddalonych od jego towarzyszy, a dość bliskich by znaleźć się w jego zasięgu. -Anoshu izosh! Moc słów podziałała. Ziemia pod stopami wojowników zaczęła się trząść. Nagle grunt się rozstąpił, a z jego wnętrza trysnął wodny gejzer wyrzucając w powietrze wojowników. Słup miał z dobre 8 metrów wysokości. Elf liczył na to, że coś zdziałał tym zaklęciem.
Gejzer
//: Kwestie co się z nimi stało zostawiam MG
Legolas:
Legolas rzucił się w wir walki razem z innymi. W bramie zaangażował jednego z wojowników w walce. Po standardowej wymianie ciosów aby sprawdzić poziom wyszkolenia, obaj przeciwnicy zaczęli walkę na poważnie. Legolas głównie blokował ciosy, czekając na błąd przeciwnika. Natomiast obrońca twierdzy zaciekle ciął to z lewej to z prawej lub atakował mieczem od góry. Po chwili Legolas zdał sobie sprawę, że nie ma szans na atak przy takiej strategii. Gdy przeciwnik pchnął mieczem w strone brzucha Legolasa, ten uskoczył w bok i mocno kopnął obrońcę w kolano, łamiąc je. Ten wyjąc z bólu upadł na ziemie. Legolas szybko wstał i wbił miecz w klatkę piersiową nieszczęśnika kończąc jego rolę w tym przedstawieniu.
0 Elfi łucznik
1 Wojownik zgromadzenia
Adaś:
Sleeth widząc jak wszyscy idą do ataku, postanowił nie być gorszy. Widział jak większość towarzyszy biegnie, ale on nie biegł. Po co marnować siły? Szedł sobie po prostu jakby nigdy nic. Im bliżej ruin bramy i walczących się znajdował, tym bardziej rozlana krew wbijała mu się w nozdrza. Mimo iż niedawno jadł, poczuł chęć napojenia się. było to silniejsze od niego. W końcu był dosłownie kawałek od bramy, bacznie się rozejrzał i dostrzegł swoje przeciwnika. Było to jakiś woj, który usilnie próbował ewakuować się z pola walki.
Kalgalath w tym momencie dopiero dobył swój miecz, po czym ruszył w kierunku fanatyka. Pięć metrów od niego zasłonił się swoim puklerzem po czym uderzył w niego mieczem. Miało to posłużyć zwrócenie na siebie uwagę. A ponadto miał być to swoisty zwyczaj bojowy, znak że nie boi się skrzyżować mieczy. Przeciwnik dopiero wtedy zwrócił na niego uwagę.
Rozpoczął się standardowy taniec. Oboje wojownicy zaczęli się okrążać, jeden krok drugi, trzeci. W końcu wojownik zgromadzenia nie wytrzymał i zaszarżował. Sleeth był na to gotowy, błyskawicznie sparował cios miecza padający z jego lewej, wywindował, zrobił szybki piruet i uderzył mieczem w plecy przeciwnika. Niestety miecz dhampira był wykonany z zbyt lichego materiału. Uderzenie owego miecza spowodowało niewielkie rozcięcie na kolczudze przeciwnika. Sleeth postanowił doprowadzić do powtórzenia akcji, która przed chwilą miała miejsce. Odwrócił się w kierunku przeciwnika, lekko się przygiął i czekał na kolejny atak. Przeciwnikowi wydawało się że nie jest aż taki głupi i postanowił zaatakować tym razem z prawej. Ale Kalgalath był równierz i na tę ewentualność przygotowany, powtórzył swoje ruchu jak przy poprzednim ataku. Tylko z jedną małą zasadniczą różnicą. Tym razem zrobił piruet z lewej, a nie tak jak poprzednio z prawej. Drugie cios w zbliżone miejsce rozciął zbroję całkowicie, otwierając tym samym drogę do pleców.
Dhampir błyskawicznie nim ten zdążył się obrócić, wbił mu ostrze w ową dziurę, przebijając go na wylot. Teoretycznie powinien być to już koniec walki. Ale Sleeth nie mógł sobie okazji napojenia się z jeszcze żyjącego przeciwnika. Nie wyciągając miecza z jeszcze żyjącego ciała, dhampir błyskawicznie przytulił się do pleców przeciwnika, i wbił zęby w jego szyję aby się napoić. Kiedy to zrobił czuł się o wiele lepiej, po tym jak skończył się posilać wyciągnął swój miecz i ruszył dalej.
Kiedy tylko ostatni przeciwnik w okolicach dziedzińca padł, pod bramą czekali już najemnicy pod wodza Yarpena. Ten widząc że nie zdążyli zbytnio na te walkę krzyknął bardzo głośno:Do pałacu! Po czym wraz z najemnikami ruszyli do dalszego ataku.
Na dziedzińcu:
0 Elfi łucznik
0 Wojownik zgromadzenia
W siedzibie głównej:
15 Wojownicy zgromadzenie
5 Berserkerzy Angelosa
//:Edziu widzisz zasłany trupami dziedziniec.
//: Malavon nic twój gejzer nikomu nie wyrządził. Sorry bro też chce coś z życia :P
Elrond Ñoldor:
Elrond zszedł po schodkach na dziedziniec. Trupy walały się wszędzie, o dziwo po ich stronie nie było żadnego. Będąc w pełnej gotowości ruszył na wrota, za którymi było jeszcze więcej wrogów. Zapas energii magicznej miał duży. W myślach szykował kolejne zaklęcie. Przez wrota przechodził jako pierwszy. Wrogowie również ruszyli do ataku. Plan walki nowicjusz miał już dawno opracowany.
- Aresh! - energia magiczna została uwolniona. Dłonie wzniósł do góry, a przed nim, na kamiennej posadzce, dokładnie tam gdzie stało dwóch wojowników Zgromadzenia, wystrzeliły cztery kamienne zęby. Uderzyły po nogach, genitaliach i tyłku, wbijając się głęboko w ciała nieszczęśników. Umierali pomału i w męczarniach. Elrond postanowił wycofać się do tyłu. Za własnych towarzysz broni uzbrojonych w ostre brzytwy. Lepiej nadawali się do bezpośredniej walki...
13 Wojownicy zgromadzenie
5 Berserkerzy Angelosa
Adaś:
Sleeth po napiwszy krwi, dostał nowych sił. Ale krwi wciąż było mu mało, swąd upuszczonej z ciał przeciwników życiodajnej substancji drażniła morderczo jego pół-wampirze nozdrza, a do tego wciąż działała w nim adrenalina. Dhampir powolnym krokiem ruszył w kierunku gdzie udał się starszy mag. Szedł on z swoim puklerzem przy boku, równocześnie młynkował jakby nerwowo swoim pokrytym posoką mieczem. Na jego twarzy wyraźnie malowała się nienawiść połączona z żądzą krwi. ÂŻądzą która nad nim zapanowała.
Kalgalath przekroczył przez bramę gdzie przed chwilą zniknął Elrond. Ledwie przeszedł na drugą stronę a jego oczom ukazały się wyczarowane przez maga głazy. Dhampir postanowił nie być gorszym. W jego kierunku biegła całą chmara wojowników. Ale tylko dwóch bardzo mocno wybiegli na czoło tejże drużyny. Sleeth jakby syknął ukazując swoje kły, po czym ruszył biegiem. Bardzo szybkim biegiem. Metry odległości uciekały błyskawicznie. Będąc już na przeciw jednego wbiegł na niego jakby taranem uderzając w niego tarczą. Uderzenie to spowodowało że przeciwnik się przewrócił, wraz ze Sleethem. Ale on był na to przygotowany. W locie błyskawicznie przygotował się na zrobienie przewrotu w przód, potocznie zwanego fikołkiem. Kiedy tylko zerwał się z kolan rozgorzała między nim a drugim biegnącym walka. Sleeth każdy atak przeciwnika blokował swoim puklerzem. A ciosy głównie padały z góry bądź prawej, co nie zmuszało mieszańca do zbytniego wysiłku. Ale ów przeciwnik takie możliwości nie miał. Dhampir zaatakował go morderczą kombinacją 4 błyskawicznych ciosów z różnych stron. Tym samym wybijając z rytmu przeciwnika. Kiedy tylko skończył ostatni cios, obrócił się w szybkim piruecie i rozciął jednym cięciem tętnice szyjną przeciwnika.
12 Wojownicy zgromadzenie
5 Berserkerzy Angelosa
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej