Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Gunses:
- Po przemianie, mógłby się odmienić. Przemiana zapewnia mu stuprocentowe przeżycie. I byłby całkowicie kimś innym. Ale może i szkoda mej krwi na kogoś, kto jest na tyle słaby i wątły bye nie walczyć o własne życie... - rzekł i odszedł w stronę barki
Hagmar:
Garir tylko kiwnął głową na prośbę Adamusa. Zaś Hrabia... Hrabia miał rację. Tylko co z tego? Wedle Garirowej etyki należy ratować życie czym sie da.
Dragosani:
Severus zaś obserwował to z pewnej odległości. Niezbyt dużej, tak aby mógł wszystko słyszeć. Ostatnio jakoś dość często zajmował się obserwacją zachowań ludzi i nieludzi na Valfden. Pewnie co poniektóre osóbki, o uszach spiczastych jak ostrza sztyletów i sercach trwożliwych niczym zające, uznałyby, że knuje coś niedobrego. Lecz była to, rzecz jasna, nieprawda. Severus tak naprawdę miał serce pełne dobrych intencji! to, że były one dobre w większości dla niego, było sprawą drugorzędną.
- Mogłeś uratować go tak, czy inaczej - powiedział do przechodzącego obok Gusesa. - Wieczne życie nocnego drapieżnika byłoby wystarczająca karą za brak woli walki o życie - dodał z dość paskudnym uśmiechem. ÂŻartował, czy też nie? Podszedł kilka kroków do konającego. Nie znał go zbyt dobrze i jego śmierć niezbyt go przejęła. Ludzie umierają. ÂŚmierć dopada każdego, prędzej czy później. ten tutaj miał przynajmniej tyle szczęście, że nie cierpiał zbyt długo. No i zginął w walce, co było uważane przez niektórych za "godne". Dragosani może by uważał podobnie. Lecz Severus już nie miał takich poglądów.
Gunses:
- Wytłumaczę Ci to, kiedy on umrze - powiedział Gunses do Dragosaniego a potem ruszył dalej
Nessa:
Długoucha natomiast podeszła bliżej, by zobaczyć, kto leży w kałuży krwi, gdyż zasłaniał jej jeden ciemniejszy osobnik. Na widok znajomej twarzy, kompana wielu wypraw, konesera kobiecych pośladków i dywanów (już mniej kobiecych), złośliwca, pijaka, ukochanego podwładnego Zeyfara i pracowitego radnego, Nessa zrobiła jedyną możliwą rzecz - odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę jakiegoś drzewka, na które się wspięła, i zwyczajnie zaniosła się cichym płaczem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej