Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Adaś:
Wśród zgromadzonych pojawił się nagle Yarpen. Na jego twarzy malowała się wściekłość mieszana ze smutkiem. Zwrócił się do odchodzącego Gunsesa zimnym metalicznym głosem, jakby sam Rasher przez niego przemawiał:
Nie należy zbaczać z ścieżek przeznaczenia wampirze, powinieneś to rozumieć!
Po czym nic nie mówiąc wyciągnął za pasa pistolet. Spokojnie wymierzył i strzelił przebijając kulą serce Adamusa. Zrobiwszy to po prostu odszedł.
Eric:
W ciszy, która spadła na świadków śmierci Adamusa niczym ołów, dosłyszalny był tylko cichy szloch elfki. Po krótkiej chwili dołączył do niego długi, przeraźliwy okrzyk bólu dobywający się z barki. Diomedes nie wytrzymał i w końcu wyrzucił z siebie całe kumulujące się w nim cierpienie w przeciągającym się, dysonującym dźwięku. A we wrzasku przebrzmiewał ton smutku i żalu, jakby nieświadomy niczego Nivellen opłakiwał stratę towarzysza. Zaskrzeczała nawet milcząca do tej pory papuga. Iście upiorna atmosfera ogarnęła okolicę.
Hagmar:
Tak naprawdę giną bohaterowie z legend. W własnym gównie i szczynach, w kałuży krwi jęczący i charczący. W tym niema nic godnego. Zabierzcie ciało, wracamy. Rzekł Garir, zabrał Roydilowy miecz i poszedł grzebać w pozostałych wozach karawany.
Dragosani:
Oho, młody się odzywa skomentował w myślach Severus, spoglądając w stronę barki. Nie zamierzał mówić tego na głos. Tak aby nie zaburzać mrocznego całuny rozpaczy, który zawisł nad trupem i otaczającymi go żałobnikami. Ravnblod jeszcze przez chwilę przypatrywał się im. Wcześniej kątem oka dostrzegł elfkę, która biegłą do lasu. Odlać się, albo wypłakać. W każdym razie wydalić jakieś płyny. Severus jakoś nie mógł pojąć tego żalu. Co on miał niby dać? Sam pamiętał jak umierała jego żona. Mimo iż sam wisiał wtedy na krzyżu, nie czuł żalu. Lecz gniew i nienawiść. Od czasu wskrzeszenia one po części dawały mu siłę. Siłę, aby dokonać zemsty. Prawda byłą taka, że żal jedynie otępiał i prowadził do zguby. Rozpacz to najpotężniejsza broń wrogów. Mimo to Severus nic nie powiedział. Jeszcze nie. Później, jeżeli towarzysze wyprawy wciąż będą pogrążeni w smutku i rozpaczy powie kilka słów. Tak postanowiwszy odwrócił się i udał za Gunsesem w stronę barki.
Iddeous:
Iddeousowi spływały łzy po policzkach. Nie beczał jak baba, płakał jak mężczyźni, bez żadnego grymasu na twarzy. Tylko z cieknącymi po policzkach łzami. Pierwszy raz widział śmierć jednego ze swoich towarzyszy. Usłyszał przenikliwy wrzask dobiegający z barki. - Co to do cholery? Iddeous aż podskoczył z wystraszenia. Chwilę potem znowu się opanował. - Ja poniosę go..- rzekł z lekko łamiącym się głosem. Wziął ciało Adamusa na swoje barki. Ruszył za Severusem i Garirem. - Dla nas dzień zwycięstwa, dla Adamusa dzień pożegnania.- skomentował cicho, niosąc ostrożnie ciało kompana na ramionach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej