Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Dragosani:
- Może masz rację, a może i nie... - odparł wymijająco Severus. - Akurat wartość tego typu ceny jest raczej zależna od indywidualnego podejścia danej osoby. - Wstał. - No ale to nie czas i miejsce na dyskusję ideologiczne. Połóż się i pocierp sobie. - Zerknął na wyjście na pokład barki. - Rzekomo ktoś z naszych padł. Wszyscy pewnie przejmują się tym i rozpaczają, jakby to miało przywrócić mu życie. Zobaczę kto to. - Uśmiechnął się wstrętnie. - Jeśli to Zeyfar, to wrócę z radosną nowiną - dodał, po czym wyszedł na pokład barki, a potem zszedł na ląd.
Eric:
- Będę wyczekiwał - uśmiechnął się na chwilę przed tym, nim wstrząsnął nim przeraźliwy ból. Zacisnął zęby i syknął, wydobywając dźwięk podobny do wiatru szumiącego w śnieżnej zamieci. Zwinął się w kłębek i wbił palce w koc. Cierpienie przybiło go do podłogi. Miotał się na swoim legowisku; wywrócił przez to kilka beczek, które potoczyły się po deskach podpokładu. Dalej dzielnie powstrzymywał się od wrzasku, który być może dałby mu chwilowe ukojenie. Ból uderzył mu do głowy, aż pociemniało mu w oczach, wwiercał się w żebra i penetrował wnętrzności. Gunses się mylił. Sekunda przeraźliwej gehenny rozciągała się w całą wieczność. Zadziwiający był fakt, że papuga nie podniosła krzyku, a jedynie wpatrywała się w Diomedesa, jakby ze współczuciem.
Hagmar:
Tylko krew wampira może mu pomóc. Ale tego trzeba chcieć. Stwierdził fachowo Garir.
Gunses:
- Nikt nie ma prawa trwonić swego życia tak łatwo, odmawiając pomocy od innych - rzekł Gunses patrząc na Adamusa - Jak można odmówić uratowania swojego życia? Głupi musiałby być...
Adaś:
Ból nasilał się coraz bardziej. Kruka pożerał coraz mocniejszy ból, zaciskanie rąk na bełcie nic mu nie pomagało. Leżał on w non stop powiększającej się kałuży krwi. Wiedział że jest to już jego koniec. ÂŚmierć zbliżała się nie ubłaganie, kruk zaczynał widzieć już przysłowiowe "światełko w tunelu". Kiedy nagle doszły do niego słowa krasnala. Wydał mu się on znajomy, lecz z początku nie potrafił rozróżnić który krasnal do niego przemawia. Kruk otworzył szerzej przymrożone oczy i spojrzał na rozmówce. W tym momencie rozpoznał go, był to sam krasnal Garir niosący dobre wieści. Choć w tym momencie to któż wie czy to była taka dobra wieść dla konającego. Nim do końca się opamiętał usłyszał krótką rozmowę między wampirem a krasnalem. Była tylko jedna szansa dla niego, ale czy jej chciał? Czy chciał by żyć z okrutnym poczuciem kruchości życia?
Kruk zebrał się w sobie, otworzył lekko usta przez które popłynęła wąska stróżka krwi. Popatrzył on w kierunku Garira, otworzył szerzej usta aby coś powiedzieć. Lecz słowa jego nie brzmiały jak zwykle, mówił on strasznie zachrypniętym słabym głosem, dławiąc się wypływającą z jego ust krwią:
-Weź miecz, bądź mu panem, aż znajdziesz następce.
Słowa te wypowiadał bardzo powoli, wykorzystując w tym celu resztki sił. Zaczął on powoli poruszać ręką, w poszukiwaniu miecza o którym mówił. Położył on dłoń na rękojeści, aby po raz ostatni poczuć w swej dłoni oręż wykonany własnoręcznie. W tym momencie poczuł on drugie uczucie które zagłuszyło ból. Uczucie jakby spełnienia, wykonania zadania. Adamus odsunął dłoń i słabym gestem nakazał klęczącemu opodal krukowi, na przybliżenie się. Zeyfar lekko się zgarbił nadstawiając ucho blisko ust Roydila po czym wyszeptał bardzo słabym głosem:
-Dobij
//:Ty tu już Guciu nic nie kombinuj i taki dobry samarytanin nie bądź :P
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej