Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Dragosani:
Severus obserwował całe to przedstawienie z cieniem uśmiechu na ustach. Bardzo specyficznego uśmiechu, aż strach pomyśleć co sobie myślał i co knuł. W końcu, gdy Gunses ugryzł Diomedesa, oraz podał mu swoją krew, a także wygłosił dość teatralną przemowę, Dragosani zaczął... klaskać.
- Brawo... - powiedział. Nie sposób było stwierdzić, czy szydzi, czy też nie. - Widzę, że potrafisz zachować ceremonialną otoczkę w każdych warunkach, Gunsesie - skomentował. Podszedł do Diomedesa, który zapewne zaraz miał zacząć zwijać się z bólu. Podał mu dłoń, chcąc pomóc wstać.
- Pozwól, że pomogę dojść ci do barki. Nie chcemy, abyś nam padł w połowie drogi. Poza tym, jakby nie patrzeć, jesteś teraz moim ileś tam prawnukiem. Wypada, abym pomógł. - Spojrzał na Gunsesa. - A ty sobie poradzisz? Wyglądasz dość słabo. Delikatnie mówiąc...
Eric:
Diomedes pomasował kark w miejscu, w którym przed chwilą tkwiły kły Gunsesa. Nie było tam już żadnej rany. Właściwości wampirzej krwi raz jeszcze przyspieszyły znacznie regenerację. Po wysłuchaniu uroczystych słów Cadacusa z małą dozą niepewności spojrzał na barkę kiwającą się na falach mętnej wody. Zapragnął czym prędzej się tam znaleźć. Dlatego też z radością przyjął propozycję Severusa. Dragosaniego. Mniejsza z tym. Podniósł się, korzystając z życzliwie podanej dłoni ojca wampirów i nie ociągając się, skierował kroki w stronę barki. Kiedy znalazł się na pokładzie, w mgnieniu oka dopadł do klapy prowadzącej na dół. Tam odnalazł kilka koców, z których ułożył sobie legowisko. Zapaliwszy lampę zauważył, że jego papuga już na niego czeka. Cień uśmiechu zamigotał na ustach Nivellena. Kiedy spojrzał na swoją skórę, wydała mu się bledsza niż zazwyczaj. Ale mogła to być tylko autosugestia. Usiadł w swym barłogu i spojrzał na Severusa.
- A co z tobą? - zapytał, dopóki jeszcze nie ogarnęły go męki przemiany.
Gunses:
- Też wrócę na barkę... - powiedział po czym ruszył wraz z Diomedesem i Severusem vel. Dragosanim w stronę krzaków po przeciwnej stronie przy których mieli nadzieję znaleźć barkę. Przechodząc przez most Gunses zatrzymał się przy ciele Adamusa
- On żyje -stwierdził - Nikt mu nie pomoże?
Dragosani:
- Wybacz, ale sądzę, że przemiana w warunkach terenowych, tak jak tutaj, to głupota - stwierdził dobitnie Sevrrus, siadając na jakiejś skrzyni. - Nie wiemy co nas tutaj jeszcze czeka. Takie ekspedycje zawsze niosą niespodzianki, nie zawsze przyjazne. A w wyniku twojej decyzji straciliśmy dobrego wojownika - wyjaśnił co ma na myśli. - Poza tym proces przemiany lepiej znosi się w przytulnej komnacie, niż na chyboczącej się barce. Pewnie kilka razy puścisz pawia, a ten mały brodacz zmusi cie, abyś to potem sprzątał. - Wyszczerzył się w dość paskudnym uśmiechu. - W każdym razie ja wole poczekać na nieco wygodniejsze warunki. Ale wracając do ciebie... - Jeśli Severus miał zamiar na powrót stać się wampirem Dragosanim, musiał wybadać sytuację. - Wiesz, że przemieniając się, związałeś swoje życie z Sabatem, czy jak to teraz zwą, na całe swoje życie, które może trwać tysiącleciami? - zapytał poważnym tonem.
Eric:
- Pewnie masz rację - mruknął, obejmując kolana ramionami. - Ale coś mi podpowiadało, że jeżeli teraz bym się na to nie zdecydował, później nie miałbym odwagi, by to zrobić - wyznał.
- I owszem, jestem świadomy tej więzi z Sabatem. Ale nie sądzę, by było to coś złego. Przywilejów nie zyskuje się za darmo. Przynależność do Sabatu w zamian za nieśmiertelność i nadludzkie zdolności to mała cena.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej