Tereny Valfden > Dział Wypraw

Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci

<< < (40/45) > >>

Hagmar:
Garir podniósł się z ziemi, obtrzepał sie z piachu i reszty leśnego badziewia. Zawiesił kuszę na ramię i ruszył na most, widok mógł przerazić nie jedną osobę a i u wielu wywołać wymioty. Masa ciał, szczyn, gówna i powoli schnącej krwi... w tym wszystkim ostatni ledwo dychający członek sekty trzymający się za brzuch. Generał dobył topora, spojrzał na człowieka, góra 16 lat. Ja pierdole, dzieci posyłają na śmierć... Ogarnęła go litość, wziął zamach i toporzyskiem uderzył przez łeb, śmierć była natychmiastowa. W tym burdelu zauważył coś jeszcze... Navarre klęczał przy kimś, a tym kimś był Roydil. Brodacz szybko do nich podbiegł potykając się co i rusz o trupy. Spojrzał na rannego, potem na Zeyfara. Było wiadome że Adamus zaraz zejdzie. Krasnolud przyklęknął przy umierającym. Agalay leży martwy. Powiedział tylko tyle i aż tyle.

Gunses:
- Przemiana to jawne przyłączenie się do Zgromadzenia - rzekł Gunses i pochylił się nad szyją człowieka. Dalej wyszeptał - Wiesz o tym? - drażniąc kark Diomedesa ciepłymi podmuchami oddechu

Iddeous:
Dookoła wojowników było istny przedsionek piekła, słychać było jęki i stęki dogorywających. Wszędzie leżały trupy. ÂŻołnierz po raz pierwszy przeżył coś takiego, totalny rozpierdol. Iddeous doczłapał do Garira, który klęczał przy Adamusie. Iddeous wybałuszył oczy, zaczął jąkać się. I złapał się za głowę. - Jak.. Do kurw..? Co?- niezdarne jęki wydobywały mu się z gardła. Popatrzył na Garira z bezradnością w oczach. - Czy naprawdę musi zapłacić taką cenę? Kto to zrobił, jak to mogło się stać?- spytał. Ilu z jego kompanów jeszcze musiało podzielić taki los? Oby żaden..

Eric:
Diomedes kiwnął głową. Oddech wampira na karku drażnił go, chciał, żeby ten jak najszybciej zajął się tym, czym trzeba było. Tym bardziej, że zaczynały przechodzić go ciarki.

Gunses:
     Gunses wbił się w kark człowieka od razu po małym, prawie niezauważalnym potwierdzeniu. Kły przebiły się przez skórę, rozerwały tętnicę i podarły mięśnie. Krew uderzyła w usta wampira. Gunses pił, napajając się życiodajnym płynem. Jednocześnie czytał Diomedesa. W jego krwi widział jego myśli, jedno decyzje, jego czyny. Cadacus naciął sobie znów nadgarstek i podał do napicia się ponownie jego krwi. Ale... Komu? Diomedesowi? Tak. Mężczyźnie? Tak. I jeszcze jedno było pewne... na pewno nie człowiekowi.
     Chwilę później Gunses odstąpił od szyi Diomedesa. Obwiązał ją kawałkiem tkaniny, którą nosił przy sobie. Podana do ust Diomedesa krew nieśmiertelnego momentalnie zaczęła leczyć ranę. Gunses spojrzał na Diomedesa. Z jego ust i brody ściekały kropelki krwi.
- Umarłeś dla świata i ludzi. Dla światła i ognia. Powstaniesz jednak dla chwały swej Rasy, siły i potęgi, dla Nocy, która jest cieniem ziemi po której stąpasz. - Gunses wstał. Popatrzył na Ciebie z góry. Robiło się coraz jaśniej.
- Musisz się skryć. Najlepiej na barce. Szybko, nim zacznie się przemiana. Jest ona nieprzyjemna. Trwa na ogól trzy dni. W tym czasie przejdziesz nigdy dotąd nie znane Ci cierpienia i męki. Przemiana jest bolesna, ale uwierz mi, te trzy dni kaźni miną szybciej niż nasza rozmowa. W bólu traci się poczucie czasu... - rzekł do Diomedesa. Chwilę potem spojrzał na zebranych przy leżącym ciele kogoś, kogo Gunses nie rozpoznawał. Wampir wiedział, że mógłby pomóc tej osobie, ale nie miał dość sił, aby tam podejść.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej