Tereny Valfden > Dział Wypraw

Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci

<< < (27/45) > >>

Anette Du'Monteau:
-Hrabia zapewne wolałby trochę twojej krwi. Zeyfar zajął miejsce wśród kawalerii.

Dragosani:
Ravnblod został na barce, gdy strzelcy wychodzili na ląd. Potrafił co prawda strzelać z łuku, lecz pi pierwsze, jego umiejętności w tej dziedzinie były dość nikłe, po drugie nie miał łuku. Zanim barka przybiła do brzegu, gdzie miał wysiąść z resztą grupy sprawdził, czy broń swobodnie wysuwa się z pochwy. Nie chciał, aby nagle okazało się, że coś za ciasno trzyma, czy ciężko wychodzi. Kolejne minuty spędził na oporządzaniu konia. W końcu wszyscy zeszli z barki, która zniknęła we mgle. Zanurzając się w gęsty las, w Severusie budziły się wspomnienia z poprzedniego życia, kiedy to noc była porą polowania. Teraz co prawda była czymś całkowicie przeciwnym, lecz wspomnienia pozostały.

Arti:
////// pierwsze

- Krwi... Cóż, komary łakną mojej krwi, lecz ja wolałbym ją zachować dla siebie. Poza tym... ÂŚlady po ukąszeniu wampira ponoć strasznie swędzą i długo się goją.

Eric:
Diomedes również pozostał na barce. Zdolność strzelania z łuku zaliczała się może i do tych, którymi mógł się pochwalić, ale jakoś bledła w cieniu umiejętności wywijania naostrzonym kawałkiem stali, któremu niegdyś nadano dumną nazwę miecza. Podobnie jak reszta załogi przystąpił do ogólnych przygotowań - najpierw upewnił się, że jego ekwipunek znajduje się tam, gdzie należy, to jest na nim, potem zaś zadbał o dobry stan wierzchowca, który miał go ponieść.
- Swoją drogą... - zaczął, kiedy Zeyfar napomknął o wampirzym pragnieniu krwi. Zmarszczone brwi chylące się do siebie na szczerym polu zmarszczonego czoła sugerowały wzmożony wysiłek umysłowy związany z próbami przypomnienia sobie krótkich okresów czasu pomiędzy przebudzeniem, a ponownym zapadnięciem w sen. Takie momenty to prawdziwe kleksy w wypisanym drobnym druczkiem dramacie pamięci.
- Jakoś za każdym razem, kiedy budziło mnie to ptaszysko, stałeś zaskakująco blisko mnie, hrabio - w tym też momencie przypomniał sobie kiedyś żebraka, który przez brudne okno patrzył do wnętrza restauracji na stojący w pobliżu stoik, do którego na srebrnej tacy przyniesiono ociekający tłuszczem dziczy udziec. Oczy biedaka były wówczas prawdziwym uosobieniem głodu i pragnienia jego zaspokojenia. Dokładnie to samo czaiło się w oczach Gunsesa wtedy, kiedy Diomedes klął na hałaśliwe zachowanie swojej papugi. Młodzieniec poczuł, jak włosy na ramionach i karku mu się prostują. Jakoś nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony do stania się ewentualną przekąską dla hrabiego.
- I wyglądałeś na głodnego. Aż dziw, że nie burczało ci w brzuchu - dodał, w skupieniu oglądając bladą twarz wampira.

Gunses:
   Gunses był już na drugim brzegu. BYÂŁ RAZEM Z INNYMI ÂŁUCZNIKAMI (taaaak, tylko zaznaczam). Usłyszał jednak słowa Diomedesa z oddalającej się barki
   - Oj tam! - zawołał - Chciałem Cię tylko napocząć!
Chwilę potem razem ze łucznikami zaczął tworzyć nikłą osłonę przed oddziałem wroga
    - My się nawet nie znamy - powiedział Gunses do człowieka - Jestem Gunses Cadacus, ... - wampir zastanawiał się przed wymienieniem wszystkich tytułów, od hrabiego, przez radnego i wieszczego, aż na władcy wampirów na Valfden i Mistrzu Cienia kończąc. Wybrał jednak opcję łatwiejszą i mniej konfliktową - ...jestem myśliwym.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej