Tereny Valfden > Dział Wypraw
Upadek liścia
Elrond Ñoldor:
Skoro jest to wioska uzdrowicieli, to nigdy nie widzieli rannego, uwalonego całego we własnej krwi podróżnika? pomyślał.
Kulejący chód od spotkania z wilkami i kostur magów jakim się podpierał powinny oświecić wieśniaków.
- Na trakcie mnie napadnięto! Konia ubito! Gdzie do uzdrowicieli?! - krzykną machając dłonią by zwrócić na siebie uwagę wieśniaków.
Devristus Morii:
ÂŻaden z nich nawet się nie przejął Twoim krzykiem. Odwrócili się i wrócili do swoich prac. Nagle koło Ciebie przebiegły dzieciaki obrzucając Cię kamieniami.
Elrond Ñoldor:
Elrond był oczywiście przygotowany na taką okoliczność. Szybko koncentracja i bariera telekinetyczna skutecznie ochroniła do od pocisków. Wyzywając od obszczańców i gilównów szedł przed siebie. W końcu przecież musiał dojść do siedziby uzdrowicieli.
Devristus Morii:
Dotarłeś do centrum wioski, ale nie była to miła droga. Byłeś wyzywany, wytykany, a czasami nawet obrzucony czymś. Jak się na kogoś spojrzałeś to widziałeś szyderczy uśmiech albo strach wymalowany na twarzy. Wiedziałeś, że coś jest nie tak! Dowiedziałeś się tego patrząc przed siebie - na wóz na którym leżało ciało Jantra.
Elrond Ñoldor:
- Oho! I jest nasza zguba! - rzucił ironicznie. Najbliższego kretyna, który próbował go czymś rzucić, chciał poczęstował telekinezę zwalając go z nóg. Powstrzymał się jednak. Dziwiło go czemu nie napadli na niego jeszcze strażnicy czy milicja chłopska. I jak wieśniacy mogli być tak durni by powiązać morderstwo Jantra z jego osobą. Przecież mogli zostać zaatakowani przez to samo zwierze.
- Uzdrowiciele z Gildii Magów! Gdzie są uzdrowiciele! - krzyczał na motłoch.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej