Tereny Valfden > Dział Wypraw

Upadek liścia

(1/12) > >>

Elrond Ñoldor:

--- Cytuj ---Nazwa wyprawy: Upadek liścia
Prowadzący wyprawę: Devristus
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: używanie chociaż 1 zaklęcia I poziomu
Nagroda: 75 grzywien
--- Koniec cytatu ---

Tymczasem starzec żwawym krokiem schodził po szerokich stopniach gmachu Uniwersytetu. Zagryzał soczystą gruszkę i oddawał się zamyśleniom. Miał udać się do wioski, a może już małego miasteczka, noszącej prostą nazwę Darm. Odszukać w niej uzdrowicieli z Gildii, odebrać od nich paczkę z roślinami alchemicznymi i wrócić z powrotem do stolicy. Zadanie wydawało się proste i przyjemne. W sam raz dla jego nierozwiniętych umiejętności magicznych. Pogładził kawałek drewienka umocowanego przy jego boku. Różdżka ognia dodawała mu otuchy. Była jego asem w rękawie, który mógł wybronić go z opresji i rozpalić ogień, gdyby zdarzyło mu się nocować w szczerym polu.
Zaczerpnął świeżego powietrza...
A konie to w ogóle są trzymane w Gildii? - pomyślał. Wierzchowiec znacząco skróciłby mu podróż.

Devristus Morii:
Tak jak mówiłem, udasz się do wioski Darm, gdzie jest ośrodek leczniczy prowadzony przez naszych uzdrowicieli. Gdy tam dotrzesz otrzymasz paczkę z ususzonymi roślinami, które są potrzebne naszemu alchemikowi tutaj. Masz długą drogę do przebycia, więc weź konia ze stajni. Powiedział Fenor Karrates

Elrond Ñoldor:
Elrond lekko się wzdrygnął. Nie zdawał sobie sprawy że Mistrz podszedł go od tyłu. Najwyraźniej dłuższa pauza nowicjusza na schodach przykuła jego uwagę.
- W takim razie do rychłego zobaczenia - powiedział i udał się stajni. Kazał osiodłać siwa spokojną klacz i ruszył wolno w kierunku bram miasta, z których jak najszybciej mógł rozpocząć prawdziwą podróż do wioski Darm.

Devristus Morii:
Masz do przejechania długą drogę. Nie wiesz czy dojedziesz tam w jedne dzień czy będziesz musiał zrobić gdzieś postój. Jechałeś, ale nic się nie działo. Zobaczyłeś, że słońce zaczyna zmierzchać.

Elrond Ñoldor:
Czerwone słońce. Dzisiejszego dnia ziemia spłynęła krwią... Czy coś podobnego, jak to mawiało stare elfickie przysłowie rozmyślał sobie były elf jadąc wolno leśnym twardym traktem. Słońce chyliło się za widnokręgiem, sowy zaczynały budzić się ze snu, raz po raz dało się słyszeć w oddali wycie wilków. Jechać, albo nie jechać. Oto jest pytanie. -Eee! Siwka! Stajemy na noc, czy pędzimy dalej? - zagadał do szarej klaczy. Odpowiedziało mu tylko parsknięcie i drżenie grzywy. - Aha. I to wydaje się najbardziej logicznym rozwiązaniem - ściągnął wodze i zatrzymał się w miejscu. Rozglądnął się dookoła. Znalazł po jednej stronie drogi niewielki pagóreczek i podjechał do niego. Zsiadł z siodła, połaził, połaził i stwierdził że miejsce na postój nocny idealne. Konia przywiązał za lejce do najbliższego drzewa i nazbierał chrustu i drzewa na ognisko. Różdżką wzniecił ogień i po dwóch kwadransach grzał nogi przy ognisku zagryzając pajdę chleba, którą zwinął ze stołu z Sali Wieczornej. Owinąwszy się w koc podróżny, który był standardowym wyposażeniem wierzchowców Gildii, rozmyślał, co to takiego dużego i czarnego skrada się do ogniska. A może to tylko jego wybujała wyobraźnia dawała o sobie znać?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej