Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiosenne porządki
Gunses:
//Mogul. Twoje odejście z Sabatu uważam za prywatną sprawę. Moja postać po prostu nie lubi orków. Wskaż mi jakiegokolwiek Orka z którym byłem w komitywie. Zresztą... Nie muszę się nikomu tłumaczyć.
//To gra. I ma być ciekawa. I nie wszyscy muszą się kochać. Taki realizm, dostrzegasz?
- Nic mi nie zrobił, ale ostrożności nigdy za wiele... - odrzekł Devristusowi, który ewidentnie bronił Orka. Dziwne. Elf, stary jak świat, a tu takie zaskoczenie. Wampir, całkowicie ignorując przekleństwo i emocje, wyłowił słówko z mowy Mogula.
- Cząstka orków nie szła w bój? No tak. Pilnowałeś pewnie wozów z zaopatrzeniem na tyłach, albo statków przy brzegu... - Wampir ewidentnie kpił z Mogula. Nie obchodziło go czy ten walczył na Zielonych Równinach czy nie. Natura Gunsesa jednak byłą taka, że musiała od czasu do czasu komuś wbić zadrę.
Mogul:
Mogul zaczął klaskać. Nie chciało mu się już go komentować. Widocznie coś się mu nie podobało w orku. Czyżby to było związane z ostatnim snem? Czyżby chodziło o to, że Gunses będzie zazdrosny o coś, o czym Khan jeszcze nie wie? Ciekawe.
Gunses:
Dajcie bogowie żeby nie przeżył. Gunses nad wyraz arystokratycznym gestem machnął na Mogula jakoby jego oklaski były prochem dla Wampira, albo jakoby odganiał natrętną muchę. Prezentując swój szlachetny profil jechał dalej czekając na rozwój wydarzeń.
Devristus Morii:
Wiesz Gunsesie jesteśmy jednak w jednej drużynie. Prywatne sprawy odeślijmy na bok, gdyż drużyna niespójna nawet z gównem nie da rady. Ja też nie toleruje tu wszystkich, więc traktuję ich jak powietrze, aby nie wprowadzać złego czynnika do grupy. Uważnie obserwuj, a po tejże misji będziesz mógł mu uprzykrzyć życie jego wpadkami i niepowodzeniem. Ja z chęcią popatrzę na młodziki.
Gunses:
- Z łaski swojej, nie jesteś mi ojcem. Mimo, że nie pamiętasz dużej części swojego życia, ja zważam na naszą znajomość. Widocznie, nie pamiętasz i mnie zbyt dobrze. Zresztą... Widziałeś ostatnie większe wyprawy i misje? Kiedy dochodzi do walki wszystko się jebie. Drużyna, rzekłbyś kury w kurniku do którego wpuścić lisa, albo rzadkie gówno... Każdy sobie. Zero synchronizacji, zero pomocy, zero planu. Niech więc Ork uważa, by mi pod miecz się nie dostać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej