Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiosenne porządki
Adaś:
Przyjrzałem się karczmarzowi jeszcze raz. Jego mina była całkowicie nie wzruszona, kto by pomyślał że zwykły chłop a historia taka go nie ruszy. Ale gdy nagle się odwrócił i wyszedł wydał mi się dziwnie znajomy. Jego ton w którym wyraził swoje "zaraz wracam" wydał mi się okropnie znajomy. Podobnie było z jego dziwnym stylem chodzenie. Wyglądał tak jakby spędził pół życia pracując nogami. Pracy w której musiał nimi szybko pracować, aby uratować swoje życie... Kurwa mać!, ni stąd ni zowąd zakląłem w myślach. Ale było to spowodowane nagłym odświeżeniem swojej pamięci. Nagle ujrzałem w przebłysku pamięci owego karczmarza, stał on tylko w przepasce biodrowej dzierżąc miecz i tarcze. Ja natomiast stałem na trybunie pełnej ludzi. Nagle oprzytomniałem, teraz już wiedziałem kim on jest. Był to gladiator z miasta K`efir, jeden z tych z którym nie zdążyłem się zmierzyć bo przyszło wyzwolenie. To nie wróżyło nic dobrego, ba wręcz coś okropnego.
Miałem parę wyjść z tej sytuacji, ale oczywiście wybrałem te najtrudniejszą opcję. Wrodzona ciekawość przezwyciężyła, wszelkie inne uczucia niepokoju. Wstałem, szybkim ruchem wyszarpałem miecz z pochwy po czym zacząłem go polerować kawałkiem szmaty zwiniętej z lady. Oczywiście chłopów przestraszył ten ruch, ale zaraz się uspokoili widząc że zajmuje się polerowaniem miecza. Choć był to tylko fortel, pod przykrywką czyszczenia broni miałem ją w pogotowiu w oczekiwaniu na dalsze wypadki losu...
//:Aragorn mnie poinformował o tym że to jeden z gladiatorów wioski K`efir, bo nie bardzo ma możliwości rozpisywać się.
Hagmar:
Z zaplecza wyszedł "karczmarz" i drugi człowiek. Widząc Cie krzyknął na orków: Brać go kurwa żywcem! Ci wstali z krzeseł, bylli mocno wstawieni i szykowali sie do walki.
Adaś:
-Nosz kurwa mać.-Rzuciłem krótko pod nosem. Kto by pomyślał że mnie zaatakują... przecież to było do przewidzenia. No ale tak to jest jak ciekawość przezwycięży rozsądek. Nagle obróciłem się błyskawicznie chwytając miecz za rękojeść. I co ujrzałem?Oczywiście była to grupa cycatych chętnych brunetek nimfomanek, które wdzięcznie biegły z falującymi nagimi piersiami. Bandę krwiożerczych orków chętnych do zabijania. A ostatnim raz walczyłem z tego typu przeciwnikiem dobry rok temu. Ale wtedy było o tyle łatwiej że miałem tarczę oraz szybki miecz. No a teraz? Teraz to jedyną moją przewagą było to że orki mimo relaksującego snu byli deczko wstawieni.
Ale to był dobry atut, chwyciłem oburącz rękojeść i udałem że próbuję się zamachnąć z prawej na przedzierającego się między stołami orka. Odruch był taki jaki przewidziałem, ork lekko przyćmiony z opóźnieniem ale spróbował sparować owy cios. Wykorzystałem to momentalnie, błyskawicznie cios wyprowadziłem z lewej otwierając wolną drogę na powierzchnię jego jelitom. Ale nim się uporałem z nim już miałem kawałek od siebie kolejnego. Zrobiłem coś czego żaden z nich się nie spodziewał, wyskoczyłem na stół i biorąc zamach z góry skoczyłem na przeciwnika przed sobą. Miecz spadł na niego z ogromną siłą, wręcz nie miał szans go sparować jedyne co mogło by go uratować to był by to szybki unik. Ale to był ork, niezgrabna istotna opierająca swój kunszt walki na sile. Spróbował on ten cios sparować swoim ciężkim toporkiem. Próbując sparować ten cios, ale za mało miał siły dostał obuchem swojej broni w łeb, a do tego miecz wbił mu się głęboko w głowę.
Ledwie zdążyłem wyrwać miecz jak kolejny przeciwnik się na mnie rzucił. Zaatakował z lewej, wywinąłem się piruetem w prawo. W odwecie zamachnąłem się w odzewie. Ciąłem nisko, niestety na tyle nisko że rozciąłem mocno udo przeciwnika nie zadając znacznych obrażeń lecz dotkliwie raniąc. Nie czekałem na kolejnego przeciwnika. Nim którykolwiek ork do mnie zdążył dobiec, udało mi się wypaść przez drzwi na zewnątrz. Z nalawszy się w centrum wioski wkurwiony do szpiku kości wydarłem się najgłośniej jak umiałem:
-Konrad psie! Zdejmuj tych kurwich synów.
Tylko skończyłem ostatnie słowo, a z karczmy wybiegło pozostałych dwóch przeciwników....
//:Mam pozwolenie na ostatnie zdanie.
Koza123:
Konrad miał już naładowaną kuszę. Słysząc odgłosy dobiegające z karczmy, już miał zamiar wejść do środka, gdy z budynku wypadł Adamus, a tuż za nim dwóch zalanych w trupa orków. Starał się być precyzyjny. Stanął w miejscu, odpowiednio się ustawił i wycelował. Celował z 8 sekund i wypuścił bełt ku przeciwnikowi. Pocisk trafił mniej więcej w okolicach karku, a ork osunął się na ziemię. Nie czekając, młodzieniec przeładował kuszę. Kiedy ładował bełt, zauważył pędzącego ku niemu orka. Czym prędzej wystrzelił, jednak pomimo niewielkiej odległości dzielącej dwóch nieprzyjaciół, bełt tylko odrobinę poharatał policzek czerwonoskórego. Artin schował kuszę i błyskawicznie dobył miecza, chwilę po tym parując nadchodzący cios. Nie czekał i odpowiedział kontrą. Udało mu się wytrącić oponenta z równowagi. Wykorzystując to, doskoczył ku niemu i zaatakował korpus. Ork nie zdążył opanować sytuacji, gdyż ostrze miecza w ciągu ułamka sekundy utkwiło w jego ciele przebijając pancerz. Wróg osunął się na ziemię upuszczając broń. Konrad schował broń i podbiegł do Adamusa.
-W porządku?- spytał uśmiechając się przy tym lekko kretyńsko.
Hagmar:
A tym czasem z karczmy wybiegł ten sam człowiek który kazał zaatakować Adasia. Kurwa! Nie zwracając dalszej uwagi na powstały chaos zaczął uciekać na zachód.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej