Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiosenne porządki
Hagmar:
Ja tam panie nie wiem... do karczmy idźcie. Z dozorcą pogadajcie. Chłop wskazał budynek na przeciwko.
Adaś:
-Dziękuje dobry człowieku.
Grzecznie się ukłoniłem w podziękowaniu za podaną mi informację, po czym ruszyłem w kierunku wskazanego budynku. Nim doszedłem do drzwi gospody zdołałem przyjrzeć się jej frontowej ścianie. Był to jedno piętrowy budynek, z wprawionym jednym oknem nieopodal pojedynczych sosnowych drzwi. Delikatnie otwarłem drzwi i wszedłem do środka. Pierwsze co poczułem to mocny zapach ludzkiego potu i piwa. Później dopiero spostrzegłem parę osób siedzących wewnątrz. Najbardziej w oczy rzucała się pewna grupa pięciu orków. A co najbardziej się rzucało w oczy, to było to że wszyscy byli zalani w trupa. Do tego było łatwo rozpoznać co to za jedni. Na ich płaszczach i ramionach były naszyte symbole słońca. Szczerze mnie to zaskoczyło, na całe szczęście byli oni półprzytomni. Zbliżyłem się do szynkwasu i zagadnąłem karczmarza:
-Witam dobry gospodarzu. Zwą mnie mistrzem Markusem i poszukuje dozorcy wioski.
Hagmar:
W forcie z Serafinem, kapłanem naszym siedzi.
Adaś:
-Fort jest gdzieś nie opodal wioski?-Bardziej stwierdziłem niż zapytałem. Po czym odwróciłem wzrok aby przyjrzeć się na chwilę owym siedzącym orkom. Byli naprawdę mocno narżnięci, bo w ogóle już nie kontaktowali z czasem rzeczywistym. Nagle przyszła mi pewna myśl do głowy. Nie dając tej myśli ochłonąć zapytałem karczmarza:
-Panie a powiedzcie cóż to macie tu za pijaczyny, że ledwo słońce w zenicie stanęło a oni już nie kontaktują? A widzę do tego że to zacna rasa orków, która lubi się awanturować jak prze trzeźwieją lekko.-Postanowiłem lekko nastraszyć karczmarza orkami którzy za jakiś czas powinni się obudzić. A nóż gospodarz się przestraszy i przyjdzie mi się dobrać do skóry któremuś. Nie czekając na jego słowa zacząłem snuć pewną historię-A był kiedyś pewien ork Oru-Szachalem zwany, co dużo krzywdy na południu czynił. Ile on się wsi na wymordował to dobrodzieju nie chcecie wiedzieć. Raz przyjechał ze swoją drużyną do miejscowości zwanej Erefint. A powiem że osada swego czasu piękna było, aż człowieka chęć na osiedlenie brała. Ale wracając do meritum mej historii. Kiedy przybyli do wioski udali się prosto do karczmy, po niecałej godzinie wyglądali tak jak ci.-wskazałem ruchem ręki za siebie-Ale co się działo jak się ocknęli po dwóch godzinach. Kazali oni sobie wtedy piwa dolać wtem jeden coś szepnął swemu wodzowi na ucho a ten się uśmiechnął złowrogo. Panie co się później we wsi działo to to był istny horror. Ten kto zdołał się schować ten życie swoje uratował, ale mało było takich co im szczęście dopisało. A sam karczmarz najgorzej skończył, po całej wsi się jego szczątki walały. Natomiast na drzwiach karczmy zawiesili kartkę z napisem "Aru-hal kafa ele`a monuy traka". W przekładzie znaczy to "Tak kończą Ci co chrzczone piwo podają".
W tym momencie skończyłem i zawiesiłem głowę. Postanowiłem dać karczmarzowi na chwilę przemyślenia tej historii. Może by się przestraszył i kazał by ich do fortu odwieźć albo gdzie indziej porzucić. W pewnym momencie spojrzałem na karczmarza a później spojrzałem na chłopów nie opodal siedzących. Miny mieli nie tęgie widać słuchali tej historii bardzo dokładnie, może i nawet się przestraszyli że ich coś podobnego spotka.
Hagmar:
Zaraz wracam. Odparł nie wzruszony Twoją historyjką, udał się na zaplecze. Czułeś że coś jest nie tak.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej