Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
- Gówno mnie obchodzi co byś chciał a czego nie, jakie pytania mi zadasz a jakich nie. Bo ja Ci na żadne nie odpowiem. Ot, tak. Dla krotochwili.
Elrond Ñoldor:
Elrond stał za plecami towarzysza cały czas przysłuchując się rozmowie. Inni bandyci zdążyli już przyzwyczaić do niego wzrok, toteż postanowił się przedstawić by nie wyjść na jakiegoś dziwnego mruka, który tylko stoi i się gapi. Tacy szybko kończyli przebici ostrzem.
Nie chciał kłamać i wymyślać dla siebie nowego przezwiska. Wolał swoje stare, które z racji organizacji jakie reprezentował, często wywoływały strach. Wątpił oczywiście by to zadziałało teraz. Nekromantów w pełni mocy dawno się już nie widziało na wyspie.
- Natomiast moje imię brzmi Elrond. I jeśli nie chcesz skończyć jako czarna plama na posadzce, lepiej przestań pierdolić i odpowiedz mojemu koledze grzecznie o co Cię prosi.
Wprawdzie znał się tylko na telekinezie, ale to wystarczyło, by skoncentrowana moc magiczna popłynęła do jednego z kufli na ich stole i rozerwała go efektywnie na kawałeczki. Uśmiechnął się paskudnie. Jego wzrok starał się ocenić wszystkich najemników. Ich liczbę i wyposażenie.
Istedd:
Cóż... chyba Istedd zapomniał się oglądać za siebie i właśnie dla tego nie spostrzegł Elronda, który przyczaił się tam jak banda grabieżców jakowaś w nocy, na ulicach dzielnicy biedoty, która chciała odebrać ciężko zarobione pieniądze przysłowiowemu "bogaczowi". Nie odpowiedział na słowa najemnika, gdyż uczynił to staruszek. Uśmiechnął się dość paskudnie słysząc określenie "kolega". Zapowiadało się, że to jednak on będzie musiał prowadzić przesłuchanie. Po chwili nastąpił również nader efektywny pokaz magii. Kufel eksplodował, a jednocześnie była moczymorda dłoń oparła na rękojeści miecza. Gdyby tamci szykowali się do ataku z pewnością nie padłby pierwszy. Również zmierzył grupkę nieprzychylnym spojrzeniem. W co byli wyposażeni? Czy czynili jakoweś gesty nieprzychylne? Dla odwrócenia uwagi od swojego wścibstwa zabrał głos.
- Odpowiecie tedy na pytanie grzecznie? Chciałem być miły, ale mi na to nie pozwalaliście. Dodam od siebie, że wam rzyć ostrzem miecza poszerzę i własnym gównem was nakarmię, skurwysyny! Tedy macie wybór. Albo porozmawiamy, albo rzyć poszerzamy. Co wybieracie?
Gunses:
//Malavon
- Elrond zaraz będzie się popisywał kuglarskimi sztuczkami. I będzie się zapierał, że może zamienić tamtych jegomościów w czarną plamę... - chwilę później kufel na stoliku przy którym był Elrond i Isted eksplodował
- Mówiłem... Ale Elrond nic nie może. Liczyłem na niego, kiedyś, kiedy był sobą. Mantos był bardziej zasadniczy i nie można było na niego liczyć, ale Elrond... A teraz ten właśnie Elrond, na którego liczyłem dostanie krzesłem przez ramię - rzekł Elf i spojrzał z zaciekawieniem na nadchodzącą scenkę.
//Isted.
Nie spodziewałeś się takiego ataku. Kopniaka, prosto w klatkę. Powietrze uszło z Ciebie z jękiem. Wywaliłeś się na krześle do tyłu widząc, jak na barkach staruszka Elronda rozwalane jest z trzaskiem krzesło. Nim uderzenie głową w dechy podłogi odebrało Ci świadomość usłyszałeś słowa herszta
- Poszerzamy żyć!
//Elrond.
Jeden z bandy rzucił się na Ciebie z pięściami. Potraktowałeś go telekinezą, co na chwilę go zatrzymało. Jednak ten co siedział obok już trzymał krzesło za oparcie daleko za plecami i kierował je w Twoją stronę. Nie zdołałeś się obronić. Dostałeś w bark. Uderzenie podcięło Ci nogi, upadłeś pomiędzy krzesła i stoły.
Grupa, która zrobiła burdę wyszła z karczmy pośpiesznie, zanim ktoś zdążył wezwać straż. A potem zniknęli w zaułkach wielkiego miasta Efehidon.
Elrond Ñoldor:
- Wybacz stary. Zastraszenie na gówno się zdało. Ale coś mi się wydaje że wyjścia nie mieliśmy. Na grzeczną mowę nie byli przychylni... - mówiąc to zbierał się z podłogi. Doszedł jednak do wniosku że jego rozmówca jest nieprzytomny, toteż machnął ręką odganiając wytłumaczenia i spróbował go ocudzić. Malavon... kurwa ile jeszcze.... Jego wzrok zatrzymał się na wzroku przyglądającego się maga. Zasłona śmierci nie pozwalała mu jednak na przypomnienie sobie do kogo należała ta twarz. Nie pamiętał by to był jakiś jego druh z dawnych lat. Prędzej jakaś postać spotkana podczas jakiejś ważniejszej misji... Tylko gdzie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej