Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (19/79) > >>

Gunses:
//Elrond
Czarodziej przypomina Ci kogoś. Nie wiesz kogo.

- Nie. - odrzekł tęgim głosem przywódca drużyny. Miał ciemne kędzierzawe włosy i siwe plamy na policzkach od gładko zgolonego zarostu.

Istedd:
- Za późno. Jużem się dosiadł. - rzekł i uśmiechnął się rozbrajająco. Po słowiańsku, rzec można, acz niewiele mówiłoby to pokoleniom i potomnym! Bynajmniej w tym świecie. Nie mógł dać się zbić z tropu. Miał być może krytą nadzieję, że odwaga, bynajmniej jej szczątki, które nie sprawiły, że oddalił się z podkulonym ogonem sprawić raczy, że przychylniej spojrzą na Istedda. To jednak złudna była nadzieja, nieprawdaż? Nadal czekał na Elronda. Gdzież ów staruch się podziewa, do murwy krasnoludzkiej!?
- Nie miejcie mi za złe, nie szukam tu zwady, droga kompanio. Ja nie oponent czyjkolwiek, jeno poszukiwacz przygód. Erhard Drauling jestem, miło mi. Takem pomyślał, że przedstawić mi się trzeba, żebyście nie mieli obiekcji o mych zamiarach. Chyba... - dodał półgłosem, samotrzeć do siebie.

Malavon:
-Więc o kim mówisz? Kto jest w stanie w pełni kontrolować magię i sobie ją podporządkować? Nie wyobrażam sobie osób naginających żywioły i energie do własnej woli według swoje widzi mi się.

Gunses:
//Istedd.
- No to siedź jak usiadłeś. Moje imię nic Ci nie powie, a ja nie zwykłem przedstawiać się osobą, co to łażą od stolika do stolika i wypytują - zmierzył Cię złym spojrzeniem.


//Malavon
- Dziecko - rzekł Elf. Jego włosy były czarne, twarz jak u wszystkich Elfów przypominała twarz pogodnego dziecka, ale oczy były zaskakujące. Oczy niczym gwiazdy odbite nocą na powierzchni stawu. Oczy intensywnie niebieskie, rzekłbyś granatowe i te iskierki
- Ja. Pisarz. Magia jest darem jaki wykorzystałem. ÂŻywiołem, którego nie mogę zatrzymać ani zawłądąć ale mogę nim pokierować, dowolnie. To tak jak z wielką rwącą rzeką. Nie można jej zatrzymać w miejscu, ruch zawsze trwa, ale można ją skierować w inną stronę, tym samym użyźniająć pola lub niszcząc wrogów. Mogę z samej zachcianki sprawić że ta karczma, od podłogi po szczyt dachu stanie w nieprzerwanym pożaże i tylko my dwaj będziemy bezpieczni. Boniem językiem moim płomień, co nie oczyszcza, a tylko podpala - rzekł. Nie wiedziałeś, czy mówił prawdę, czy kłamał

Istedd:
- Uważnyś. - stwierdził z uśmiechem w postaci wykrzywienia gęby kącikami ust. Musiał to przyznać, gdyż sprawa wydawała się oczywista - owa persona widać nie siedziała wpatrzona w kufel. Dodatkowo być może podsłuchiwała bardzo niekulturalnie przesłuchania Istedda. Nie spodobało mu się, acz czego oczekiwać? Nadeszła najtrudniejsza próba.
- Tedy znasz już być może powody mojej wizyty przy tym stoliku. Nie pytam jednakoż o pożycie seksualne, wielkość trzosu czy tym podobne. Powiedzmy, że dla załatwienia tej sprawy ja zapytam, ty udzielisz odpowiedzi i sobie pójdę dając wam święty spokój. - powiedział chłodno. Zły był na Elronda poniekąd. Teraz już postanowił przestać mówić, a modlić się w duchu, że staruszek przyjdzie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej