Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
- No to decyzja?! Bo mi mus na kolejną akcję iść...
Elrond Ñoldor:
- Znaczy się że co?! ÂŻe to oni sami się nie wynieśli? Na bogów, to prawda śmierdząca sprawa. Jeszcze trupy. A na co mu było, temu pisarczykowi, wypytywać się tak na pałę? ÂŻe to, co te zniknięcie spowodowało, się nim zajęło? Idiotom musiał być kompletną. Ale mniejsza o niego. Najważniejsze pytanie - uchylił z kufla. - Kto mu te gardło poderżnął? Na Valfden znowu jakieś mroczne siły? Swego czasu jak mu tam było, chyba baron Aragorn, latał po całej wyspie za jakimiś tam krwawymi Słońcami i się wyżynali nawzajem. Jak myślicie, znowu to samo?
Gunses:
- Niee, nie możliwe to. ÂŻadną modłą. Kiedyś to oni może i by na taki hazard się porwali. Ale teraz to ja myślę, że to inszych osobników jest robota. I inszy ktoś musiał dać po szyi nożem tamtemu pisarczykowi.
Istedd:
- Spokojnie, droga Agawo. Nie ma co tak krzyczeć. Naprawdę tak aż to warte przeżycia? Hmm... musiałbym nieco czasu na to mieć. Sama rozumiesz. Zresztą kilka minut nie zrobi ogromnej różnicy. Chyba, że twej mistrzyni bardzo się spieszy... opowiedziałabyś coś więcej o tej akcji? W ciemno wszak tak nie pójdę. Gardła tak łatwo również nie oddam w ciemniej uliczce. Nie licz na to. Prędzej słońce w miejscu stanie, prędzej w morzu wyschnie woda... niż z tym faktem będzie zgoda. Słowy innymi... jestem nieufny twej propozycji. Chciałbym wiedzieć nieco więcej, jeżeli miałbym ci pomóc... no i... co ja z tego będę miał? - zapytał i uśmiechnął się szelmowsko. W sumie wtedy rodził się problem... jak mógł spotkać się ze swymi kompanami? Chyba, że sprawę zacząłby na własną rękę...
Gunses:
- Ej widzę, wóda mózg Ci wyżarła. Moja akcja zbyt ważna, by na nią iść z takim jak Ty. Może kiedyś się nadasz... Ale tu o inną rzecz idzie. Mówiłeś, że chcesz się czegoś dowiedzieć. To Ci powiem tak. Moja zleceniodawczyni jest ważną personą na wyspie. Oczywiście w naszym półświatku. I z wieloma rzeczami ma styczność. Gdybyś zasłynął sobie u kilku osób z naszej szajki, to pewnikiem spotkałbyś się z Nią. A wtedy to już wszystko zależało by od Ciebie. Powiem więc tak. Chcesz się przypodobać niektórym? To pokręć się w Karczmie pod Lisem w dzielnicy kupieckiej, w Karczmie u Hanny na starym mieście, na przystani u Lichwiarza Leonardo, w ogrodach w dzielnicy mieszczan, na Targu, w burdelu,
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej