Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Elrond Ñoldor:
Elrond pociągnął zdrowo z kufla.
- Ha! A ja słyszałem. Uwaga - zrobił efektywną krótką pauzę. - ÂŻe temu krwiopijcy hrabiemu Cadacusowi, jakaś wioska cała spieprzyła! Ponoć niżywego ducha w niej ni ma! Z jakąś zjawą się zbratał na wyprawie jakowejś, czy jak to tam było, przechodzi później przez wioskę. Nikogo! Może się wystrachali? No bo ile to można żyć w takim sąsiedztwie... Sami umarli. Aż skóra cierpnie - nowicjusz zarzucił przynętę i czekał na branie. Jeśli jego nowi kamraci coś wiedzą, to zechcą go w jego opowieści poprawić, bo celowo, a może i nawet niecelowo, kilka faktów po prostu przekręcił. Albo pominął.
Gunses:
//Istedd
- Czymś trzeba odwracać uwagę! - powiedziała i uśmiechnęła się podle wypinając cycki do przodu
//Elrond
- A no ba! Też o tym słyszeliśmy! To śmierci ani chybi magią! Bo jakież to się mieli niby zniknąć nagle?
- Ale pomnijcie, na Khorinis już też takie rzeczy się działy! Ale tam po jednej osobie znikało, a tu raz dwa cała wieś! To pewnikiem sprawa śmierdząca!
- ÂŚmierdząca i nieciekawa! I pewnie przyniesie nieszczęście temu co to się wokół tego kręci! Pamiętacie pisarczyka i łowcę przygód z Atusel? Kręcił się po karczmach, wypytywał o to, a na drugi dzień znaleziono go w rowie z poderżniętym gardłem!
Istedd:
- O cholera! - zawołał nieco głośniej, niż zamierzał i szerzej otworzył oczy. Natychmiast jednak odwrócił wzrok, albowiem jeszcze nie przywykł do tak ładnych widoków. Rzeczywiście owe piersi były bardzo jędrne i nader... ładne w ogólnym rozrachunku! Podrapał się po głowie i westchnął.
- Bardzo miło się rozmawia, acz muszę innych jeszcze wypytać, droga Agawo. Nie obrazisz się chyba, jeżeli popytam innych bywalców karczmy? Sama rozumiesz, jak to jest mieć prywatny rankor... mam nadzieję. Może wiesz o kimś, kto więcej by wiedział?
Gunses:
- A no wiem! Ale jak już powiedziałeś, mojej pani nie chcesz służyć, także chyba się nie dogadamy...
Istedd:
- Jeżeli tak zacnie wygląda jak ty... hmm... to tedy przemyślałbym to... - rzekłszy mrugnął do niej, wstał, pokłonił się dość sztywno i wcale nie nisko. Nie oddalał się jednak od stołu. Może jeszcze kobieta coś powie? W międzyczasie rozejrzał się po karczmie w poszukiwania kolejnego, ewentualnego informatora. Spostrzegł, że jego towarzysze również się tym zajęli. Malavon niejaki podszedł do człeka nader podobnego do czarodzieja, albo kogoś podobnego. Zaś staruszek do grupy krasnoludów, którzy poczęli głośno ze sobą rozmawiać. Smutno zrobiło mu się na duszy... on wolałby dosiąść się do takiej kompaniji, acz wola nieba! Zastanowił się, do kogo teraz podejść. Zdawał się rozważać wszelakie możliwości i nie dawać pozorów, że jest tu z kimś jeszcze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej