Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
- Możesz zarobić więcej niż parę, siadajcie tedy. Kto chce. Kto nie, proszę spróbować wyjść.... - usiadła. Jasper zakrył płótnem ułożone kawałki tarczy.
- O akcja na wyrębach powiedział mi Greg i Alchemik. Dziwnie się złożyło, ale to moje wujostwo... Chociaż oni o sobie nie wiedzą, że są rodziną. I jeden i drugi powiedział mi o Pisarzu i Malarzu, z którymi pracowali od kilku lat. Teraz akcje poszły dużo szybciej. Pisarzowi i Malarzowi potrzebni byli ludzie. Nie wystarczyły zwykłe porwania jakie stosował Greg. Potrzeba było całej grupy ludzi. Pomyśleliśmy z Donem, Serjem i Qeentino i wykombinowaliśmy. Podsunęliśmy Gregowi Wyręby. Przedstawił sprawę Pisarzowi. Ten się zgodził. Oczywiście, jako, że to ludzie z NASZEJ wyspy, wzięliśmy niezłą kasę za to i ciągniemy do tej pory. Kradniemy z domów wszelkie starodawne pamiątki, artefakty czy inne ustrojstwo. Potem idzie to przez Grega do Pisarza. Ale akcja jest zakrojona lepiej. A ja czuje w tym większy zysk.
Malavon:
-Zatem co jeszcze planujesz prócz pozyskiwania przedmiotów po porwanych?
Gunses:
- Uprowadzonych - powiedział poprawiając siebie i Malavona - Już ich oczyściliśmy. Mamy kontakty na wyspie, wiemy gdzie czego szukać, a Pisarz i Malarz szukają ciekawych, zapomnianych przedmiotów. Ramirez otworzy każdy zamek, zaś Jasper zna cała wyspę jak własną kieszeń. Chcę, abyście wkręcili się do Alchemika i wywiedzieli się o co konkretnie chodzi. Musicie jednak wiedzieć co nieco o zdarzeniach na Wyrębach, aby poszło wam łatwiej. Pytajcie więc.
Istedd:
Istedd słuchał tamtych. Niewiele z tego rozumiał, gdyż ni w ząb pojąć nie mógł owej szeroko zakrojonej akcji uzyskiwania pieniędzy. Z pewnością chodziło o coś więcej. Może nawet ona sama nie była tego świadoma, a była czyjąś marionetką? A raczej lalkarzem? Cholera wszystko by to wzięła! Starał się jednak zapamiętywać wszystkie trudne słowa, by potem przekazać je odpowiednim osobom. Miał nadzieję, że kiesa mu się pokaźnie powiększy. Choć nie wiedział, na coby wydać. Po prostu lubił ciężar monet w sakiewce. Tamta chciała, aby rozmówcy wykazali choć chęć dowiedzenia się czegoś. W co pogrywała? Przecież przejrzała ich i wypadałoby ich zabić? Czyż rzeczywiście była na tyle honorowa i wdzięczna, aby oszczędzić nieznajomych? Wątpił w to, nie wiedzieć czemu. Pilnował się cały czas, zerkając na resztę ukosem. Naprawdę? Mieli po prostu udać się do tego Alchemika? To od razu odrzucił. Nie chciało mu się po prostu.
- Co u Agawy? Stęskniłem się za nią. - zapytał początkowo od razu wskazując, że on raczej nie ma głowy do prowadzenia konwersacji na temat Wyrębów. Widząc jednak spojrzenie innych chrząknął nieznacznie.
- Znaczy... czemu akurat właśnie Wyręby? Przecie pewno i w innych wioskach macie języki.
Gunses:
Na pytanie o Agawę Casia nie zareagowała.
- Wyręby są najdalej położoną wioską i najmniej odwiedzana. Jest mała i nie handluje z innymi. Miało nie być problemów. Przez kilka miesięcy nikt miał się o tym nie dowiedzieć. Ale pech chciał, że się wydało.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej