Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (78/79) > >>

Elrond Ñoldor:
Elrond milczał do tej pory. Maskę poszkodowanego odrzucił na słodkie przekleństwo Casii. Uśmiechnął się gdy plan Istedda nie wypalił. Wiedział że nie wypali.
- Gdzie jest Alchemik. To po pierwsze. Co dokładnie mamy wyciągnąć od niego. I ile zapłacicie. I tak na marginesie... Po cholerę komuś uprowadzać całą wioskę? - na ostatnie pytanie twarz jego nabrała wyrazu kompletnego zdziwienia. Bo w końcu pytał szczerze.

Gunses:
- Pisarz i Malarz, mają kasę i mają wpływy. Potrzebowali ludzi do przekopywania starych, zapomnianych świątyń, które po trzęsieniu ziemi zostały odsłonięte z głębi ziemi. Na początku, mój stryj, Greg porywał pojedynczo osoby, głównie dla Alchemika i jego kopalni złota. Potem też dla Pisarza. Ale było to dla Pisarza za mało. Chłopy z gór podsunęli mu pomysł porwania wioski. Pisarz przystał na to, otworzył portal, weszli do wioski w jednej chwili, zbrojni i czarodzieje. Przejęli wioskę i zabrali wszystkich tak jak stali. Ponoć zwierzaki też. Ludzie zostali podzielenie. Kobiety zostały albo u Alchemika albo poszły do Pisarza. Mężczyźni zostali rozdzieleni na obozy bandytów, gdzie ryją w ziemi odkopując zawalone zapomniane groby czy świątynie szukając artefaktów i starych przedmiotów. Alchemik Constantino ma swoją twierdzę w... cholera gdzie ja mapę posiałam. Nie ważne. Pokażę wam jak będziecie ruszali. Nie teraz, ale za jakiś czas, jak zbiorę dla Alchemika wystarczającą ilość starych rupieci z miasta. Wtedy ruszy nasz towar, a z nim wy. Macie się wkręcić do nich tak jak do mnie. Dowiedzieć się czy planują jakieś większe akcje, ten cały Pisarz i Malarz. Bo jak tak, to ani Alchemik ani Greg nic nie powiedzą. Wszystko zgarną dla siebie. A my przecież też musimy sobie radzić, no nie?

Istedd:
- Ta. - mruknął w odpowiedzi na jej retoryczne pytanie. Wolał się dalej nie udzielać. W jego opinii Elrond wypytał o wszystko, o co potrzeba. Po cóż więc dalej język strzępić? Zresztą był bardzo smutny niedawną porażką jego misternego planu. Wolał być jak Malavon! Czyli siedzieć cicho i ewentualnie pytać o jakieś pierdoły. Ten przynajmniej nie narażał się na nic. Siedział tedy nieco pochmurny wpatrzony w naturalne wzgórki ciała szefowej organizacji, której znakiem rozpoznawczym była pierwsza litera imienia jej władczyni. Nie zmieniał jednak wyrazu twarzy, jeno brodę i wąsy przeczesał. Pozwolił łaskawie staruszkowi mówić dalej. Widać było, że nasz warchoł strzelił przysłowiowego focha.

Elrond Ñoldor:
Elrond nie zareagował na brak odpowiedzi dotyczącej wypłaty. Mniejsza z tym... Przynajmniej mamy już pokaźnych rozmiarów zbiór informacji. Setmere się ucieszy. I chyba będzie jeszcze lepiej. Niech tylko zrównoważy to w złocie, bo jak matkę kocham, ostatni raz pomogę jej i Gunsesowi pomyślał.
- Dużo macie tych artefaktów? Wiesz... Czas.

Gunses:
//Oczywiście, że nie dostaniecie kasy od Setmre. Zgłosiliście się na zwiad z własnej woli, nic nie było mówione o kasie. Ale tak podsumowując wyprawę np. Anva i Dioma. Dostali z zadania po ponad 100g i potem od Isa po 300, więc koło 400-450 im wyszło za zadanie. Nie cykać.


- Jeszcze kilka tygodni będziemy to zbierali. A jak już zbierzemy, to damy wam znać - mówiła. W tym czasie do podziemi przyszła Agawa. Jadła zielone jabłuszko. Kręcąc tyłkiem podeszła do Casii, puściła oko do Istedda i wsadziła sobie rękę między piersi. Pogrzebała chwilę i wyciągnęła medalionik. O taki.


- O to chodziło? - spytała
- O tak! ÂŚwietna robota Agi.
- Cała przyjemność po mojej stronie - rzekła uśmiechnięta i przysiadła się bezczelnie do rozmowy - Będą współpracować?
- Nie mają wyjścia - powiedziała Casia oglądając wisior.
- Tym lepiej. Facetów trzeba trzymać krótko. Najwżej na odległość 20 centumetrów... ;>

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej