Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Elrond Ñoldor:
Tymczasem towarzysze szli w po ciemnych schodach. Elrond klął w duchu, że nie istnieje coś takiego jak zaklęcie ÂŚwiatła. Bardzo by mu się przydało.
Gunses:
Elrond klął niepotrzebnie. Schody prowadziły w dół. Na każdej krótkiej klatce były oświetlone pochodnią. Zeszliście na dół. Znaleźliście się w zamkniętej i nieużywanej części kanałów. Nie śmierdziało. Wyszliście w dużej sali. Stało tam pełno beczek. Całe pomieszczenie było wielkie, sklepione solidnie. Na końcu kręcił się jakiś człowieczek.
Elrond Ñoldor:
Nie było czasu na dogłębniejsze oględziny miejsca, więc towarzysze broni podeszli do nieznajomego. Elrond chrząknął by zaznaczyć swoją obecność, chociaż wiedział że to niepotrzebne. Sklepienie dźwięcznie wzmacniało hałas spod ich stup.
Gunses:
- O! Jesteście... - rzekł staruszek. Miał kolo 70 lat - Jestem Ramirez. Mistrz otwierania zamków. Witam was, chodźcie, poprowadzę was do Casii - rzekł i zaprowadził was przez tunele do innego pomieszczenia. Mniejszego. Stał tu duży stół, nad którą dziewczyna i jakiś mężczyzna układali kawałki starożytnej tarczy do kupy. Poznaliście te kawałki. To te, które udało wam się ukraść. Ramirez podszedł do skrzyni. Była nietypowa. Cała z kamienia, z wystającymi na wewnątrz zębami. Zamek stanowiła wielka dziura wykonana z metalu z licznymi przegródkami. Ramirez przysiadł, wziął w rękę cztery wytrychy, jednocześnie pokręcił i otworzył. Zęby schowały się, wieko drgnęło. otworzył skrzynię. W środku było coś koło czterech tysięcy denarów, w różnych nominałach. Wyjął dla was odpowiednią sumę.
- Pomogliście Sergiuszowi... Pomogliście Stydze i Torrezowi... Pomogliście Sarze, Jardemowi i Jurdemowi... Pomogliście Morgan, a Agawa dużo mówi o tym brodaczu... Macie więc za fatygę 170...
- Tarcza! - odezwała się jednocześnie kobieta i drugi mężczyzna
- Racja... tarcza... Zebraliście wszystkie cześci... Macie więc 210 grzywien - rzekł i dał wam woreczki. Potem wskazał dwójkę.
- To nasza szefowa Casia, jej litera widnieje na znaku naszej grupy. A to Jasper, mistrz kradzieży kieszonkowej i nasz alchemik oraz kuchcik.
- Witajcie - rzekła Casia odrywając się na chwilę od tarczy - Chcecie pewnie porozmawiać?
Istedd:
// To łącznie dostaliśmy 380? :/ Czy 210 jeno?
- Pewnie wino i piwsko tam - rzekł do siebie na widok beczek. Do tej pory nie przewrócił się na schodach, do których raczej nie przywiązywał uwagi, gdyż zajął się obserwacją nietypowego pomieszczenia. Niestety Elrond od razu udał się do człowieczka. Szkoda! Istedd wszakże może zdołałby zrobić małą dziurkę w beczce i golnąć nieco z zawartości, a potem jakoś dałoby się to (chyba) zataić. Zaczęło się dziwne, swoiste przedstawienie jakże nietypowych osób. Starszy mężczyzna nosił dziwne imię. Od razu skojarzył mu się jakiś dziwny wojownik, który nosił harcopf, nie wiedział kim jest zasraniec, a także mógł być zabity tylko ścięciem głowy. I szkolił innego wojownika, który miał dziwne nazwisko! Nonsens! Chyba wybujała wyobraźnia byłej moczymordy dała się jej we znaki. Uniósł pytająco brew widząc dziwną skrzynię. Ciekawe, ile ją wykonywano. Kiedy została zwinnie otworzona padła tyrada wychwalająca ich pomoc tak wielu osobom! Jakże przyjemnie było słuchać, że pomogło się innym (nie licząc tego, że inni przez to ucierpieli - jakoś o tym zapomniał)! Zerknął na towarzyszy, ale ci jakoś nie kwapili się do odebrania sumy, którą mieli otrzymać. Istedd tedy wyciągnął łapę i zabrał mile brzęczące pieniążki.
- Później się podzielimy. - mruknął do towarzyszy. Kiedy mistrzyni została przedstawiona należało rozpocząć jakże naciąganą rozmowę zawierającą wiele patosu! Jak widać wziął się za to posiadacz majestatycznej brody i wąsiły. Najwyraźniej to on nadstawiał karku za grupę.
- O pani! Agawa prawdę mówiła, że nie dostępuje pięknością Waszej osobie! A trudno przebić piękno owej kobiety. Kłaniam się tedy po pas widząc wielki trud, który musiałaś znieść, aby tak rozwinąć ową organizację, o której istnieniu nie miałem pojęcia! Zaprawdę wymagało to wielkich zdolności i mądrości! - to rzekłszy ukłonił się dwornie w pas.
- Zaprawdę język mi odjęło od spotkania w tak dziwnym miejscu i okolicznościach! Dziękujemy za pieniądze, ale zarazem musimy prosić również o pewne informacje! Poszukujemy wieści o wsi, która zowie się Wyręby bodajże. Należy do hrabiego, który mi rodzinę zabił, a zwie on się Gunses. Ci oto kawalerowie... - tu wskazał na swych towarzyszy.
- Posiadali tam rodzinę i majątek ruchomy. A wszystko przepadło w jednej chwili! Gdyż po dziwnym zniknięciu mieszkańców, o czym słyszał, rabusie zabrali również stamtąd cenne przedmioty. Chcielibyśmy wybadać grunt, by wiedzieć, co dalej począć. Czy zemstę na hrabim, który może jakieś eksperymenta wyprawiał na ludziach, czy rabusiów gonić... radzi bylibyśmy, mistrzyni Casio dowiedzieć się o tym nieco.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej