Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Elrond Ñoldor:
- Dzięki... - odpowiedział, ale ostatnie litery nie zostały dosłyszane przez jegomościów. Awanturnicy jednogłośnie zgodzili się by wrócić do oberży. Podeszli do Hanny, Elrond wyciągnął szczurka i pokazał go.
- Otrzymaliśmy takie coś...
Gunses:
- To taka z wami sprawka? - popatrzyła na was - No dobra. Macie... - dała wam mały kluczyk - Te drzwi - wskazała drzwi za sobą - Uważajcie na schodach.
Istedd:
Istedd bez słowa i bez większej motywacji łaził za Elrondem i Malavonem. Rad był ze zwycięstwa swych racji, gdyż dzięki temu czekała ich jeszcze ciekawsza przygoda! No i dłuższa, a być może bardziej opłacalna... w trupy. Niekoniecznie wrogów, o czym jednak nie śmiał sądzić. Dałoby się w miarę spuścić manto nawet takim rębajłom jak Atylla, choć raczej samotrzeć nie wszczynał bójki. Milczał. Cóż... został nazwany nieco inaczej, niż przedstawiał się wszystkim. Na całe szczęście chyba Pani Fortuna póki co nie przejmowała się tak błahą sprawką. Toteż milczał w duchu. Obejrzał przelotnie brzydką figurkę i stwierdził, że kiedy sam raz lepił z gliny wylepił coś lepszego. Nikt jednak nie potrafił docenić owej mocarnej kupy gliny, ulepionej w stylu kubistycznym. O ile to w ogóle było możliwe... jak widać jednak nasza była moczymorda potrafiła coś takiego!
- Dziękujemy. - odpowiedział za staruszka i wziął klucz. Nie czekając na resztę podszedł do wskazanych drzwi, wsadził w zamek otrzymany kluczyk i przekręcił go.
Elrond Ñoldor:
A Elrond podążył za Isteddem. Wydawało mu się że Malavon jest tuż za nim.
Malavon:
Elf jedynie stał z tyłu i robił wrażenie poważnej osoby. Nie wiedział czy mu wychodziło, jednak postanowił zachować pozory. To mu zwykle najlepiej wychodziło.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej