Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (8/79) > >>

Istedd:
Ugryzł się w język przezornie, chcąc powiedzieć: "bo morda szpetna". Na całe szczęście Istedd był wielkim dżentelmenem.
- No co? Skoro całkiem ładne i jędrne? Nie dziwota, że się patrzę. - stwierdził doraźnie. Wysłuchał jej. Również ściszył głos przy następnej swej wypowiedzi. Niech dramaturgia się buduje, a co!
- Swojak swojaka zawsze wypatrzy i przejrzy jego sztuczki, toteż nie masz co się martwić. Zaprawdę powiadam ci, nie pierwszą ciebie już złapałem na kradzieży. Ale mniejsza o to. A cóż takiego ów kupiec przezwany męskimi organami płciowymi uczynił, że zasłużył sobie na kradzież? Uciskał wdowy i sieroty? - zapytał retorycznie. Chciał pokazać swą "lepszą stronę" owej kobiecie. Później zaś spróbować wyciągnąć od niej informacje. Rozłożył łokcie na stole i jął wpatrywać się w jej oblicze.
- Jam dobry człek, skory do pomocy w słusznej sprawie. Nie krępuj się, mów. - rzekł jako-li paladyn jakowyś.

Gunses:
- Miał za dużo, a to kuje niektóre oczy. Zakuło oczy moich zwierzchników, to i dostałam nań zlecenie.

Elrond Ñoldor:
- Biorę krasnali. Mam twardszy łeb od Ciebie. Nic nie sugeruję, ale ten mag również jest interesujący - szepną chyłkiem Malavonowi i raźnym korkiem pomaszerował w kierunku szynkwasu. Na drodze mocnymi barkami odpychał od siebie zapijaczone mordy, gromko rzucał wyzwiskami i w jak najlepszy sposób starał się ukazać siebie pozie przypominającej rasowego awanturnika. W Duszy podziękował sobie że zabrał młot. Pierwszą broń, oczywiście obok topora, jaką dzierżył każdy młody krasnolud. Wymachiwał nią groźnie w powietrzu i z potem na twarzy dotarł do karczmarza, który ze znudzoną miną przyglądał się już od jakiegoś czasu temu przedstawieniu.
- I co, piwska? - zmemłał kilka słów w ustach. Natłok ludzi w porze "szczytu" musiał być bardzo męczący.
- Miodu! Miodu na me starcze ciało! Co by se życia osłodzić przed chuderlawymi kłykciami śmierci! - gruchnął Elrond dłonią w blat. Zostawił kilka odpowiednich monet. Wypił duszkiem połowę kufla. Oblizał się zamaszyście. Beknął przeciągnie zabawnie nadymając usta. Wolał mieć je zamknięte. Dopił, zamówił kolejne, a gdy oczy mu się ładnie zamgliły poczłapał pewnie w kierunku krasnali. Oparł się o belkę obok nich i zaczął słuchać ich pieśni...

Istedd:
- Hmmm... całkiem ładne wyjaśnienie. Zgrabne i nader prawdziwe okazać się może. Jednakże sama wiesz, że nie ma nic za darmo... - Istedd w ten bardzo delikatny sposób zwrócił uwagę, że przechodzi już do sedna sprawy. Nie chciał bawić się w długie sabaty. Z jednej strony nie chciało mu się, z drugiej nie miał raczej czasu. Potrzeba było wszak dowiedzieć się wiele. A od jednej osoby - szansa na zyskanie jakiejkolwiek wieści była nikła; dlatego planował przepytać jeszcze inszych obecnych w karczmie.
- Otóż bardzo nie chciałbym wydać tak pięknej przyjaciółki po fachu, jednakże muszę otrzymać symboliczne chociaż zadośćuczynienie. A uzyskam je w postaci nader przystępnej... mam do ciebie pytanie, na które oczekuję tylko prawdziwej odpowiedzi. Jeżeli przypuszczę, że łżesz, albo wymijasz - powiem owemu kupcowi co nieco. A tego naprawdę nie chcę... słyszałaś może, co stało się w wiosce Wyręby? Jakowyś hrabia tam... hmmm... doznał nieprzyjemnego zjawiska, iż wszystka populacyja zniknęła. Wiesz coś więcej na ten temat, kochana? - zapytał ściszając głos.

Malavon:
Malavon kiwnął głową. Sam zaczął wcześniej obserwować dziwnego "maga". Zbliżył się do stolika. -Pozwoli pan, że się przysiądę? I bez czekania na odpowiedź odsunął sobie krzesło zajmując miejsce. -Jestem Nym Ifrazel. Zaciekawił mnie pana strój. Jest pan magiem lub kimś takim?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej