Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Istedd:
I tak cała drużyna była w drodze. O dziwo to właśnie on - Istedd prowadził. Bynajmniej z początku, po później pozwolił staruszkowi zrównać się z jego chodem. Nawet nie zwolnił znacząco. Nie wypadało wszak gnać tak do owej karczmy, jakby chcieć schlać się w trzy dupy. Zresztą musiał oszczędzać, bo... po prostu musiał! Wysłuchał słów Malavona. Cóż... sprawa wydawała się bardzo ciekawa i aż nazbyt niewiarygodna. Czy naprawdę tak się stało? ÂŚmiał wątpić, acz znowu (dla dobra sprawy) nie zabierał głosu. Raczej jednak przekonany był o tym, że to raczej on jako pierwszy ujawniłby się z planami, nie zaś staruszek, na którego spoczął znaczący wzrok maga. Nasza moczymorda i tak polubiła owego gadatliwego jegomościa, ot co!
- Przypadkiem to my możemy po mordzie dostać za wścibianie nosa w nie swoje sprawy. - burknął jedynie i podrapał się po wąsie.
// Zapomniałem zapytać. Jaki rozmiar mają piersi Setmre? :/
Malavon:
Elf nie często bywał w "Obieżyświacie", więc cieszył się. Dzięki temu mniej osób może go poznać pomimo brak szat. Gdy już tam dotarli, rozejrzał się po sali za jakimiś ciekawymi ludźmi. Wypatrywał "ofiary".
Gunses:
//Jest was trzech. Więc trochę się pobawimy
W Obieżyświacie, największej i najbardziej znanej karczmie królestwa Valfden było w ch*j i ciut ciut osób. Grupa przejezdnych kupców siedziała przy stoliku przy dzbanie wina i rozmawiali to o interesach to o cenach to o spotkanych na trakcie komplikacjach. Przy innym stoliku siedzieli odziani w skóry i zbroje najemnicy, ludzie od niekoniecznie czystej roboty. Przy innym stoliku grano w karty i to ostro. Kilka osób oszukiwało dość pewnie siebie. Przy ladzie kręcił się bogato odziany kupiec, obok niego przesunęła się kobieta i dość otwarcie odcięła mu od pasa mieszek, szybko usiadła przy stole jak gdyby nic. Przy beczce piwa siedziało pięć krasnali, plugawili co niemiara, stukali kuflami i śpiewali dość interesujące fabułą pieśni. Przy innym stole siedział jaki Mag, poznawaliście po długiej czarnej szacie i kosturze, ale nie był to mag z gildii. Jeszcze przy innym zwyczajne chłopy ze wsi, którzy przybyli do stolicy na targi, a którzy zamiast przykazań żon o szybkim powrocie, postanowili zabawić się w karczmie. O tak. Obieży świt mieszał wszystko. I kultury. I rasy. I zawody. I informacje!
Istedd:
- Powodzenia, panowie. - rzekł ściszonym głosem. Uznał, że lepiej będzie się rozdzielić i zapytać samemu różne grupki, niż działać jedną, zwartą jak niedawny stolec grupą. Wszak tak wydali się bardziej podejrzani. Miał tylko nadzieję, że jego towarzysze nie są głupi i również uznają (bynajmniej podobnie) jak Istedd. Przez chwilę zastanowił się, do kogo się zwrócić. Uśmiechnął się bardzo paskudnie i skierował się do kobiety-złodziejki. Przysiadł się do niej bez żadnego słowa. Kiwnął głową z uznaniem.
- Całkiem zwinne masz palce, moja droga. Acz czy mieszek ów nie ciąży w tak delikatnych dłoniach? Nie martw się, może i jestem skurwielem, acz nie wydam kogoś tak zwinnego i wprawnego w swym kunszcie, prawda? Nie chciałbym robić pani nieprzyjemności z owym kupcem. Zwę się Erhard Drauling. Miło mi. - rzekł z kpiącym uśmiechem i podał tamtej rękę. Przy okazji bezczelnie wpatrzył się pierw w jej piersi (dawno na coś takiego nie patrzył!), potem zaś na oczy. Nie chciał zarobić nożem w gardło, toteż w ewentualnym niebezpieczeństwie wiedział, że w razie czego oddziela go stolik. No i szybko mógłby zwiększyć dystans. Bynajmniej tak sądził. Na jakiej podstawie przypuszczał, że akurat ona może coś wiedzieć? Moczymorda chyba tylko wie!
Gunses:
//Istedd
Dziewczyna spojrzała na Ciebie wyzywającym wzrokiem
- Nie dość że w robicie przeszkadza, to cham jeszcze mi w cycki patrzy - rzekł i uśmiechnęła się złowieszczo ściszając głos - Mówisz, że nie wydasz mnie, bom zwinna? Gówno widać z mojej zwinności skoro dałam się wypatrzeć... Ale ten fiut zasłużył na to.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej