Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Istedd:
Istedd tedy przebrał się w strój ogrodnika. Mianowicie narzucił na siebie coś, co nazwałby narzutą i wziął w garść przydatne narzędzia w owym fachu. Pożegnał jeszcze tamtego kiwnięciem dłoni, którego pewnie nie zoczył i samotrzeć skrył swoje ubrania zbędne i chaszczach bez kolców. Nie chciał wszak się pokłóć. Rozejrzał się na boki i zabrał się do pracy. Pierwiej oczywiście udawał, że pieli ziemię i eksterminuje chwasty. Jednak uznał, że to zadanie jest bardziej czasochłonne i męczące, aniżeli prawdziwa praca. Dodatkowo drugie rozwiązanie przyniosłoby w pewnym sensie rozrywkę, a zatem czas szybciej by minął. Dumny mógłby być dodatkowo ze swej pracy! Wziął się więc do prawdziwej roboty w postaci niszczenia chwastów!
Gunses:
//Istedd
Minęła godzina. Przechodząca obok kobieta (wysokiego rodu) zawołała
- Panie Ogrodniku! Niech pan w tym tygodniu przyjdzie do Margrabiego Lux Lanti! Trzeba żywopłot przyciąć!
Istedd:
Czas mijał mu dość szybko. Ciekawe czemu? Może dlatego, że poświęcony był całkowicie zadaniu pielenia grządek i niszczenia populacji chwastów, a ochraniania pięknych kwiatów. W krzyżu go przez to wszystko łupało, ale dłonie przyzwyczaiły się już do ciężaru łopaty i motyki, tedy nawet nie śmiały boleć. Niespodzianie jakowaś szlachetka odezwała się do niego. Pochylony tak i dłońmi wyrywając z korzeniami chwast uznał za stosowne odpowiedzieć jednak.
- Oczywiście, jaśnie pani! Zajmę się tym jutro. - rzekł wyraźnie pochłonięty swym zajęciem. Zresztą owa pani wysokiego rodu nie kazała mu chyba iść dzisiaj i właśnie w tej chwili. Mówiła wszak, że jeno w tym tygodniu. Uśmiechnął się do siebie wilczo, właściwie nie wiedząc czemu.
Malavon:
-Niech będzie. Może zrobimy tak, że ty zasłabniesz gdzieś tutaj w korytarzu, a ja pobiegnę po niego. Chyba że jest możliwość iż wezwie kogoś innego. Ale chyba nie ma tu nikogo więcej prócz lichwiarza i Ciebie, prawda?
Elrond Ñoldor:
O rzesz w mordę... przemknęło mu przez myśl. Usta miał zapchane owocami, toteż postanowił to wykorzystać. Wiedział wszakże. że nie zmoduluje głosu jak owy Jardem.
- W uj i jeszcze trochę! - krzyknął ostro sepleniąc. - Ale dzięki za troskę, dam sobie radę!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej