Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (63/79) > >>

Gunses:
//Istedd
Odnalazłeś ogrodnika... i...


//Wybierasz teraz, czy spotykasz kolejnego, czy spotykasz tego samego przy którym jest Elrond.

Istedd:
I ogrodnik zajmował się roślinami! Nie zdziwiło go to wcale. Jednakoż zdziwiło go co innego. Coś, co wielce go uradowały, gdyż zasmucał się prawie całą drogę tym, że boli go stopa. Przy ogrodniku stał bowiem staruszek, którego znał od niedawna. Niejaki Elrond, zacny towarzysz, który zwał siebie Grzmotosławem czy jakoś tak. Uśmiechnął się jako-li wilk na ów widok, ukazując biało-żółte zębiska.
- Witaj, przyjacielu. Cudem cię chyba odnalazłem. - stwierdził i mrugnął do tamtego nieznacznie. Naprawdę sprzyjała mu dziś Pani Fortuna, bowiem w ten oto prosty sposób rozwiązał kilka znaczących problemów. A te, z pewnością, w przyszłości dałoby się mu we znaki. Teraz już nie musiał szukać całej drużyny.

Elrond Ñoldor:
- Zaiste, bogowie muszą nad nami czuwać. Zarobiłem na browara i odesłano mnie tutaj. Więc jestem. Biegamy za tymi księżycami, nawiasem dowiedziałem się że to litera "C" po prostu, aż zaczynam zapominać, czy nas nie wysłano po informacje, czy dla hecy by pomóc zbirom w ich drobnych utrapieniach... - otarł pot z czoła. Słoneczko przygrzewało. Chyba. - To co? Zabieramy się za tego ogrodnika? - dodał szeptem...

Istedd:
- Dobrze tedy. Ja zaś zarobiłem to, com wydał na żarcie i napoje dla Agawy. Rzeczywiście, ciekawa się rodzi sytuacja. Sprawa w burdelu, jak mniemam załatwiona... to dobrze. Ja w tym czasie odwiedziłem karczmę i targ. Tedyśmy sporo spraw załatwili. Ciekawe, jak radzi sobie Malavon. - rzekł zastanawiająco i wzruszył ramionami. Sam się nie spocił, jeno nogi go bolały. Cóż... pozostawały jeszcze ogrody, w których teraz się znajdywali, toteż przystąpił od razu do dzieła. Mianowicie zgodził się z tamtym kiwnięciem głowy.
- To ten? - zapytał niezbyt przekonany. Nie przyjrzał się raczej jegomościowi, gdyż zajęty był rozmową z Elrondem. Dodatkowo jakoś usta go piekły od długiej przemowy. Spróbował wysyłać tajemniczą, niewidzialną energię, która miała nakłonić staruszka do przejęcia inicjatywy w rozmowie z opiekunem roślin.

Elrond Ñoldor:
- Nie mam zielonego pojęcia - przyznał po chwili zadumy. - Mieliśmy po prostu udać się do ogrodów, a kto będzie jednym z tych "C"? Nie wiem... - mówiąc to, starał się dostrzec charakterystyczny znak.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej