Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
Był bardzo późny wieczór, a Twoje oczy (pewne z zaawansowaną jaskrą i kurzą ślepotą) mało widziały. Ale dojrzałeś na ramieniu literkę C u ogrodnika.
Elrond Ñoldor:
I na pewno starzec miał jeszcze zeza... - Idziem. To on - wypalił Elrond i podszedł do ogrodnika...
- Pięknie rosną... - skomentował roślinki przy których pracował nieznajomy.
Istedd:
Istedd nie spostrzegł zaś jakiejkolwiek wady wzroku tamtego. Jednak naszemu warchołowi trudniej byłoby dostrzec belkę w oku Elronda, niźli belkę w jego włosach! Czy w swojej brodzie? Coś na ów kształt. Nigdy dobrze nie pamiętał tych dziwnych powiedzeń. Wolał je samotrzeć tworzyć. Ot tak teraz stwierdzić mógł, że rośliny rosły jak rośliny! Wielce z pewnością mądrym było to stwierdzenie, acz geniuszu byłej moczymordy zły los nie dostrzeże. Nie wzniesie się tedy na skrzydła geniuszu i wspaniałości, a także sławy, chwały, itp. Nie mówił nic. Niechże towarzysz jego zajmie się konwersacją. Poza tym trochę niekulturalnie byłoby wcinać się w rozmowę, dlatego zajął się czym innym. Mianowicie oszacował stan swych butów. Nieco też się oddalił, ot o dwa kroki. Oczywiście nie podsłuchiwał celowo! Po prostu rozmowa tamtych była dostatecznie głośna!
Gunses:
- A no dbamy o nie..
Elrond Ñoldor:
- Ostatnimi czasy ja i mój cichy kumpel - wskazał głową na tamtego [/i]- wykonujemy różne prac dla naszych wspólnych znajomych... Takich któży mają pewien charakterystyczny znak...[/i] - wskazał na ramię ogrodnika.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej