Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Istedd:
- Noże zbójeckie? Cha! - wybuchł ponownie donośnym, rubasznym śmiechem i zajrzał w miejsce, które wskazywał kupiec. Bezpardonowo wziął jeden oręż do ręki. Zdawał się go ważyć w dłoni, kiedy tamten zachwalał swój produkt. Trzeba było nadal grać na zwłokę, gdyż nie spostrzegł jeszcze działania tamtej.
- Mnie to nie waży na żelazo dobrej jakości. Rzekłbym raczej, że gówniane. Chociaż... - rzekłszy to przejechał palcem po ostrzu broni z różnych stron.
- Oj wybaczcie! Odwołać muszę me słowa. ÂŻelazo dość dobrej jakości. Naostrzyć wystarczy i będzie w porządku. No, mości kupcze rad byłbym takie cudeńko kupić, acz problem jest taki, że ja wielce ubogi... mam przez to na myśli, że pieniędzy ze sobą nie mam. Tedy bywajcie i za kłopot przepraszam! - powiedział i uśmiechnął się ukazując rząd biało-żółtych kłów. Zwało się to szczerosłowiańskim uśmiechem. Potem zaś ukłonił się nieznacznie i ignorując działania tamtego wbił się w tłum, aby zwiększyć odległość od stragany. Po prostu nie chciał, żeby tamten spostrzegł, jak rozmawia z kobietą. A nuż ją pozna? Wreszcie, w odpowiedniej (jego skromnym i nieprzekupnym zdaniem) odległości zatrzymał się i czekał na towarzyszkę.
Gunses:
//Elrond
- No to udaj się tam i poszukaj naszych.
//Istedd
- Dzięki - powiedziała Sara, po czym wręczyła cię dziesięć pieniążków - Masz 10 grzywien. Teraz pójdę wydać tego łajdaka władzom! Ha! Dzięki wielkie
Istedd:
Udała się tedy kolejna robota. Następny sojusznik Agawy został dzięki pomocy naszej byłej moczymordy wręcz uratowany z sideł... zemsty! Tak, w tym wypadku Sara nie wpadła przez chęć wrobienia tamtego. A gdyby kto inny jej pomagał... być może spartaczyłby robotę. Na całe szczęście zjawił się nasz brodacz i wszystko uratował. Uśmiechnął się do tamtej. I skrył monety. Czyżby już odzyskał to, co wydał na postawienie posiadaczce sporego biustu i ładnego tyłka piwa i jadła? Najwyraźniej. Rad z tego uśmiechnął się wilczo.
- Nie ma problemu. Rad jestem pomóc wam. Bywaj w zdrowiu i pozdrów Agawę, jeżeli ją spotkasz! - rzekł na pożegnanie i... podrapał się w głowę. Cóż miał teraz począć? Gdzież się udać? Czy do burdelu? A może do lichwiarza? Nie... to zdecydowanie odpadało. Malavon pewnie załatwił już sprawę. Wrócić do "Obieżyświata"? Może tam pokręci się Agawa? Ale skąd tedy kompanie wiedzieć będą, gdzie się udać? Cóż... była jeszcze opcja udania się do karczmy. Jeno jak się zwała? Próbował sobie przypomnieć.
50 grzywien + 10 grzywien = 60 grzywien
Elrond Ñoldor:
- Dzięki za cynk - powiedział i odszedł.
Istedd:
Próżne były jednak jego trudy! Nie mógł sobie przypomnieć, gdyż bogowie uniemożliwili mu spoglądanie w przeszłość nazbyt jasno, żeby nie mógł sobie przypomnieć wszystkich drobiazgów. Rzecz jasna wiele rzeczy jednak pamiętał! Jak chociażby piersi Agawy, smród w siedzibie, kace, biesiady i tym podobne uroki życia. Jednakoż miast przypomnienia sobie karczmy wpadła mu w pamięć jeszcze jedna okolica, którą mieli przeczesać. Ogrody w dzielnicy bogaczy. Czy tam udać się miał Malavon? Chyba nie... prawda? Nie pamiętał tego. Cóż... na próżno (jego skromnym i nieprzekupnym zdaniem) byłoby czekać tutaj i rozważać to wszystko, lepiej było działać. I tak też postanowił. Zresztą obawiał się o swoje odzyskane pieniądze. Zaczepił kogoś, kto wyglądał mu na bardzo bogatego kupca, który zjawił się tutaj pewnie dla przeprowadzenia większej transakcji. Jak chociażby zakupu dwóch (miast jednego!) prosiaka. Choć chyba nikt tu nie handlował żywymi prosiakami (nie licząc jatek serwujących te nieżywe). Uznał, że bogaty strój i wyniosłość, z jakimi obrzucał wszystkich zgromadzonych są charakterystyczne dla kogoś z wyższych sfer.
- Przepraszam najjaśniejszego pana! Ja nie tutejszy. Wie pan, którędy do ogrodów w dzielnicy bogaczy?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej