Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Elrond Ñoldor:
- Czyli albo ja odciągam lub nokautuję dryblasa i ty nachodzisz w sraczu kupca albo ty go odciągasz, a ja babram się w kupieckim gównie. Hmm... - zastanowił się. - Zajmę się osiłkiem. Mam kilka asów w rękawie.
Malavon:
-Proszę mi tylko jeszcze powiedzieć o paru formalnościach. Ile mniej więcej miałbym czas na spłacenie długu i w jakiejś innej formie niż grzywny?
Istedd:
Sprawa jakoś nie wydawała się delikatna. Taką zaś zwać mógł chociażby plan rozdziewiczenia krasnoludzicy, która właśnie zajadała uszy niegrzecznego dziecka. Bo pogłoski o tym nie były przecież przesadzone, prawda? Mniejsza o to. Cóż, Istedd zrozumiał w pełni wielki problem tamtej. Jakoś nie wydawał się trudnym do rozwiązania, a co za tym idzie - pomocy przyjaciółce Agawy. Kiwnął potakująco głową.
- Zgadzam się i pomogę. Jak brzmi klingońskie przysłowie - zemsta najlepiej smakuje na zimno. A ów kupczyk posmakuje zimna w chłodnej celi. Jednakże nie wiem wcale jak go rozpoznać, toteż zdaję się na ciebie. Nie martw się, zagadam go. Jeśliś gotowa - możemy zaczynać już teraz. - rzekł pewny siebie. Sam nie wiedział skąd posiadł zasób słów tak nietypowy, jak chociażby pospolite w tej chwili, w jego głowie określenie klingoński. Pewnie sporo wypił. Rad by pomógł tamtej, w końcu to wydawało się prostsze, aniżeli kogoś okraść czy zabić. Poza tym ewentualnie wpadłaby właśnie ona, nie zaś była moczymorda, która zawsze mogła się wyprzeć wszelakich znajomości z posiadaczami półksiężyca na ramieniu. Czekał na odpowiedź tamtej i bezczelnie wpatrywał się w jej cycki.
Gunses:
//Elrond
- Super. Widzisz tego grubasa w szacie? To właśnie Lortevarder. A ten obok, to jego ochroniarz. Byczek z niego. Kiedy zauważysz (sam wybierasz), że grubas idzie do kibla ruszymy. Ja do sracza, a ty wtedy zajmij się osiłkiem. Potem uciekaj. Spotkamy się za rogiem karczmy za 20 minut.
//Malavon
- W zależności ile zer ma sumka, biorę dziesięć procent na każdy tydzień. Czasem mogę nie dawać odsetek, ale wtedy muszę wziąć coś w zastaw. Niekiedy można zapłacić mi w naturze. Płaci tak większość kobiet i co ładniejsi chłopcy.
//Istedd
- Canthar to tamten kupiec, w tym brązowym stroju za ladą z bronią. Kiedy uznasz, że już go zagadałeś, zakręć dłonią okrąg. Niby taki tik, o patrz. Wtedy ja podejdę i zrobię co trzeba.
Istedd:
- Niechaj będzie. Spokojna głowa. Ruszam tedy. Przekażę znakiem, kiedy uznam to za stosowne. - dodał na sprostowanie i miast wprost do wspomnianego kupca się udać pokręcił się jeszcze po targu. Mógł tamten wszakże spostrzec, że wyruszał wprost od kobiety do niego, mając w tym jakąś sprawę. A raczej uznał, że kupiec należy do osób nie w ciemię bitych, dlatego nie chciał ryzykować. Rzecz jasna mógł również sobie pomyśleć, że kobieta posłała swego przydupasa, aby ten zapytał się o jego towar czy coś... jednakże wtedy i tak zapamiętałby ową kobietę, a któż wie? Może rozpoznałby w niej kogoś, do którego posiadł dawny rankor? Tak... minął stragan z nieświeżymi warzywami i wełnianymi skarpetami oraz lnianymi koszulami, a także sandałami i czymś co przypominało zestaw do... do niecnych czynów i udając zaciekawienie podszedł do straganu z bronią. Od razu przeszedł do rzeczy. Nie chciał się bawić w długie rozprawy.
- Masz pan saksy? Noże takie grube, dość toporne, średniej długości, co do przekłuwania zbroi służą? Szukam jednej takiej... a nie widzę na ladzie nigdzie. Wielem mogę zapłacić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej