Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (46/79) > >>

Istedd:
- Bywaj tedy, towarzyszu. I owocnej przygody. - rzekł tamtemu nieco dwuznacznie i zamierzał wyjść z burdelu. Obejrzał się jednak, aby choć przez chwilę jeszcze pogapić się na wdzięki kobiet, ale napotkawszy bardzo nieprzyjemny wzrok alfonsa zaklął pod nosem i wyszedł w objęcia nadchodzącej nocy. Cóż... pozostawała teraz droga do dzielnicy handlowej. Poprawił sobie raz jeszcze miecz i trzymał tam dłoń. Nigdy nie wiadomo czy jakoweś rabusie i łotry kryją się w zaułkach! A nie zamierzał zdychać w takim miejscu. Skierował swe kroki tam, gdzie górowały nieco lepsze domy od tych, które tutaj widoczne były. Wiadomym wszak było, że kupcy raczej dbają o swoje mienie i tam raczej bezpiecznym mógł być Istedd. Strażnicy chyba dobrze pilnowaliby interesów tamtych. Albowiem cieliści potrafili gardłować w swych sprawach, jeżeli psuto im utarg. Szczególnie, że wina stałaby po stronie władzy.

Gunses:
//Elrond
//Odetnij sobie kasę. Płacisz wszak ze swoich, a nie jakimiś wyimaginowanymi pieniędzmi.

Kida zaprowadziła Cię na górę do jednego z małych, ale przytulnie wystrojonych pokoi. Było tam kilka mebli. ÂŁóżko, krzesło, fotel i stół. Do wyboru do koloru
- Na ogól nie sypiam z kumplami - rzekła - Ale Ciebie widzę po raz pierwszy... No to jak, najpierw interesy czy przyjemności?

//Istedd
Podróż mija Ci w spokoju.

Istedd:
Szedł tedy bez słowa zastanawiając się jedynie nad ciągłością i obecnością materii we wszechświecie, a także cudami Hesperyjskiego Sadu w postaci miejsca zwanego supermarketem. No i o smaku musztardy z chlebem i wiejską kiełbasą. Słowy innymi zbytnio nie przejmował się obecnością nieprzychylnie nań patrzących mend wszelkiego rodzaju, dlatego właśnie, że miał przy sobie miecz, majestatyczną brodę, a wraz z tym - paskudną, warcholską mordę. Ciekaw był jak bawi się Elrond i ile właściwie czasu spędza już na takowej wędrówce. Już mu się nudziłam bowiem trakt był tu nader nierówny i zabłocony. Kiedyż wreszcie trafi na poszukiwane miejsce? Postanowił uzyskać odpowiedź. Skierował się do jakiegoś mieszczanina (chyba niezbyt biednego, a zarazem zamożnego, widać rzemieślnika).
- Witajcież! Nie wiecie gdzieś jest Karczmie pod Lisem"? Jak tam dojść? Znacież drogę?

Gunses:
- A jasne... tą uliczka panie prosto, po prawo jest. Nie za duża karczma, w piwniczce się mieści, ale zawsze stamtąd głośno więc na pewno traficie.

Istedd:
- Dzięki! Bywaj tedy! - rzekł tamtemu i uradowany z otrzymanej wskazówki, gdzie znajdzie poszukiwaną karczmę udał się we wskazanym kierunku, mianowicie przed siebie. Rad był, że czasami istoty niespodziewane zapytane przez przechodnia udzielają mi prawdziwej odpowiedzi, nie zaś wyśmiewają, albo łżą. Miał bynajmniej nadzieję, że tamten go nie oszukał... ale jaki miałby w tym zysk? Jedynie rankor sobie by mieszczanin biedny zrobił. Istedd porzucił owe zastanowienia na dalszy plan. Wytężył słuch i zajął się słuchaniem odgłosów karczemnych, mianowicie pijackich pieśni, bliżej nieokreślonych nawoływań czy wyzwisk, beknięć i czknięć. Te ostatnie najtrudniej byłoby wyłowić ze zgiełku, toteż skupił się głównie na tonacji pieśni i tym podobnych pierdołach. Przypomniał sobie na pocieszenie piersi i tyłek Agawy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej