Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Istedd:
- Nieźle. - mruknął półgłosem do kompana. Bezczelnie wpatrywał się w tyłki dziewczyn i podskakujące w rytm piersi oraz pępki. No i stopy. Włosy, uszy, nosy, długo by wymieniać. Ważne, że był to w miarę normalny burdel i nigdzie nie było łańcuchów, ani starych bab. Do kurwy nędzy jak można było pieprzyć się ze stuletnią ludzką kobietą? Elfki się rozumie, ale człowiek? Zaprawdę dziwne bywają istoty. Dziwne, zboczone i popieprzone jednym słowem. Tak przynajmniej uważał nasz bohater, rzecz jasna tolerancyjny i asertywny wobec wszystkich innych. Przez chwilę wpatrywał się w dziewczyny, by wyszukać śród nich ewentualnego znaku rozpoznawczego - owego dziwnego "C". Oczywiście nie jako rozmiar piersi! Niestety przez pląsy nic takiego nie zoczył. Albo po prostu zbyt był zajęty podziwianiem ich wdzięków. Bokiem, idąc przy ścianie zawędrował do postawnego jegomościa.
- Witajcież! Przysłała nas niejaka Agawa. Mieliśmy się tu z kimś spotkać. Może jest tu czasem? Takie spore piersi i jędrny tyłeczek... choć tego tu nie brakuje. Znasz-li o kogo chodzi? - zapytał z trudem powstrzymując się od dodania pogardliwego kpie albo łyczku.
Elrond Ñoldor:
Elrond doszedł do wniosku że nieźle sobie zagrał. Nie musiał prowadzić rozmowę, toteż "ubezpieczał tyłu" bardzo uważną obserwacją wszystkich w burdelu. Znaczy się obserwował tylko te istoty które miały piersi. Intensywnie obserwował.
Malavon:
Elf zapamiętał znak na stroju "odźwiernego". Wszedł do środka powolnym krokiem rozglądając się na boki. Szukał jakiegoś niskiego mężczyzny, lekko wychudzonego o haczykowatym nosie i chytrych oczkach. Przynajmniej tak sobie wyobrażał lichwiarza.
Gunses:
//Elrond, Istedd
- Agawa? To jakaś jaszczurka? - spytał i zaśmiał się - Nikogo takiego tu nie było, a zresztą, my dbamy o prywatność naszych gości - rzekł udowadniając, że gówno dbają, skoro zdradził, że nikogo takiego tu nie było. Z góry po schodach zeszła parka. Mężczyzna był bardzo zarumieniony, oczy mu się świeciły. Przed nim schodziła czarnowłosa i czarnoskóra piękność. Czekoladowa karnacja, duże piersi, wydatne usta, błyszczące oczy i dość krótkie ufryzowane czarne włosy tworzyły piękną całość. Mężczyzna kłaniając się alfonsowi wyszedł dość chwiejnym krokiem. Kobieta zadowolona oparła się łokciami o stół. Wymieniła ze swoim właścicielem pocałunek. Prócz stanika i majtek, oraz kilku ozdób nie miała na sobie nic. No, prawie nic prócz czarnej apaszki zawiązanej na ramieniu, której zewnętrza strona była wyszyta znakiem półksiężyca albo jak kto woli litery C.
//Malavon
I dużo w swoich wyobrażeniach się nie minąłeś. Człowiek który siedział przed kominkiem w fotelu oddzielony od Ciebie stołem z papierami i księgami był suchy i miał oczy drapieżnego ptaka. Chociaż ewidentnie mu się powodziło, to jednak charakter dusigrosza nie pozwalał na przybranie na ciele. Miło siły wieku, bo był koło 40, wyglądał niezdrowo. Odbiegał od innych lichwiarzy pod tym względem, którzy nie żałowali sobie dobra. Nie miał również na sobie nawet jednego znaku który mógłbyś nawet po pijaku upodabniać do półksiężyca. Rozglądając się zauważyłeś wiele wartościowych przedmiotów. Od pucharów i talerzy, po zbiory obrazów czy antycznych przedmiotów jak wazy czy jakieś stare połamane płytowe części.
- Witajrze... - rzekł i uśmiechnął się szczurzo - Mogę Ci jakoś pomóc?
Istedd:
- Ta. Właśnie widzę. - skomentował jedynie i zwęził usta. Odwrócił się od postawnego mężczyzny, by ujrzeć czarnoskórą piękność. Cóż... nie gustował zbytnio w przedstawicielach innych odcieni skóry, ale zawsze były to dwie piersi i dziurka do chędożenia. Twarz można by zakryć... no i skórę. Prawie. Cóż... pierw rzecz jasna skupił się na odzieniu tamtej. Dokładniej mówiąc na dekolcie i wcięciu w majtkach. Po chwili dopiero zauważył czarną apaszkę. Zwrócił się do Elronda półgłosem.
- Widzisz? Ta czarna... chodźmy. - rzekł i bezceremonialne podszedł do niej. Zmierzył wygórowanym spojrzeniem jej właściciela. Wszakże Istedd grał widać poważnego szlachetkę.
- Wybacz za bezceremonialność, droga pani, acz mamy do pomówienia w sprawie pewnej kobiety zwanej Agawą. Posłała nas właśnie tutaj, po panią. Hmm... Vivian? Zapomniałem imienia, nie mam do tego pamięci. Jam jest Drauling. Erhard. A to mój towarzysz, Grzmotosław. Czy jakoś tak. - przedstawił się i towarzysza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej