Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
Jako, że było ciepło, drzwi otworzone były na oścież. Z pomieszczenia, które miało za zadanie zachęcać biła muzyka, kobiece chichotanie i zapach perfum. Tanich, ale zawsze!
Elrond Ñoldor:
- To może się umówmy. Jako że tylko ty rozmawiałeś z Agawą, ty będziesz, hmm, przywódcą. Głupio by było, gdyby nagle wyskoczyła z jakiegoś różowego pokoiku. Wiesz o co mi chodzi - powiedział gdy byli już tuż tuż przed wejściem.
Istedd:
- Chodzi ci o to, że jak zobaczysz jej biust i tyłek to odbierze ci mowę? U mnie może być podobnie. Ale niechaj będzie, będę przemawiał. Tylko dziwnie będzie każdą tam osobę sprawdzać czy nie ma tego znaku. Zapytamy tedy wprost, a raczej powiemy, że od Agawy nas posłano, cha! Geniusz. - stwierdził kiwając głową i przeczesując swoją brodę. Wziął głęboki oddech.
- Chodźmy tedy, mości Gromosławie. Zapraszam! - rzekł z wilczym uśmiechem i wkroczył do środka izby, w której dziwnie pachniało kobiecymi włosami, potem, ciałami, uryną, kałem i inszymi zapachami, dobywającymi się z domów biedoty. Przynajmniej urozmaicały to tanie perfumy, które powodowały u Istedda łzawienie z jednego (prawego) oka.
- Burdel jak to burdel. Burdel panuje. - mruknął pod nosem. Ciekaw był czy ktoś ich przywita.
Malavon:
-Dziękuje. - odparł kulturalnie elf. Skierował zatem swe kroki w kierunku wskazanym przez mieszczanina. Idąc starał się nieco utykać dając do zrozumienia ludziom wokoło, że kij trzymany w ręce jest jedynie podporą służącą "kalece". Prawdę mówiąc sam by się za takiego uważał, a wszystko przez ten nędzny kubrak. Malavon nie cierpiał wyglądać jak jakiś kloszard. Dalsze rozmyślania przerwał mu znajomy widok. Znajomy w przenośni, bo przecież wcześniej go nie widział, ale za to słyszał. Szyld, a na nim rozcięty mieszek. Zatem to tutaj. Zbliżył się nieco do drzwi i zapukał. Nie wiedział jakie ma maniery gospodarz, więc wolał zacząć tak jak obyczaj nakazywał.
Gunses:
//Elrond, Isredd
W tej dużej sali było kilka foteli ustawionych dookoła dywanów, na których rozebrane do bielizny panie tańczyły w rytm brzdąkającego na lutni grajka. Grajek był albo ślepy, ale był przedstawicielem odstającej od norm grupy mniejszościowej której kobiecie wdzięki nie pociągały. Była tam też lada, za którą stał postawny jegomość, nie trudno było się domyślić jego roli w tym przybytku. Najefektywniejsze wrażenia jednak przynosiły dziewczyny. Na pierwszym planie te młode i jędrne. Kręciły tyłkami i wyginały się przed klientami zapraszając do wyłożenia kasy na ladzie i spędzenia kilku upojnych chwil.
//Malavon
Pukając zauważyłeś przed domem lichwiarza pewnego osobnika. Niby nic dziwnego, ale na jego ramieniu malował się wychawtowany w stroju półkiężyc.
- Otwarte! - zawołał ktoś z zewnątrz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej