Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
- Na nabrzeżu złociutki stoi budynek dość duży, Czerwona Latarnia a i taka też przed nim latarnia stoi. Znajdźcie czerwono świecącą latarnię, a będziecie w domu!
Istedd:
Cennik wydał mu się iście przedziwny. Zaprawdę owe kobiety naprawdę... ceniły swoją pracę. Niezbyt chyba wysoko, chociaż i z pewnością znajdywały się przykłady kurtyzan specjalnie na dwory szlacheckie, zwane pannami do towarzystwa, za których usługi płaciło się wiele setek nawet. Na całe szczęście Elrond wytłumaczył jej to łopatologicznie i nie musieli marnować na nic swych pieniędzy. Bo któż by im zwrócił?! Z pewnością nie hrabia. Choć może miał w sobie fantazję? Ale tedy inni naciągaliby go jeszcze bardziej. Myśląc nad tym nie spostrzegł nawet, jak został nazwany przybyszem z innego miejsca. Cóż... tubylcem raczej nie był, więc może kryła się tu szczypta prawdy. Dziwka rzekła im, gdzie mają się udać. Istedd nie miał ochoty czekać, tedy szarpnął towarzysza za ramię.
- Dzięki tedy, bywaj. - mruknął do niej i skierował się prostą drogą. Rozglądał się na boki w poszukiwaniu owej czerwonej latarni. Poprawił ułożenie miecza przy pasie. Kto wie jakie złodziejaszki i rabusie łażą po mieście?
Elrond Ñoldor:
Nadbrzeżu. Nie prościej powiedzieć że po smrodzie ścieków wylewających się do rzeki poznamy że jesteśmy blisko? Mniejsza... - Na nas dzisiaj nie zarobisz. ÂŻegnam... - powiedział i razem z Isteddem udali się w stronę rzeki. Elrond zachowując względną czujność rozglądał się za charakterystyczną latarnią.
Gunses:
A nasza rzeka, której nazwy Narrator zapomniał o ile kiedykolwiek ją na oczy widział, była ogromna. Zapewniała w dawnych czasach zanim nastała Mgła możliwość przypływania okrętów morskich do same stolicy królestwa. Teraz rzeka była iście wielką żyłą pulsującą jakoby źródłem życia - wodą. Na nabrzeżu przemysłowym, tym do którego przybijały statki z zaopatrzeniem nie śmierdziało zbytnio. Od lat nie było tu okrętu, nie było więc wołów które by szczały co i rusz, ani pastuchów którzy by srali gdzie popadnie. Mgła pod względem estetycznym poprawiła nieco sytuację w porcie przemysłowym. Tutaj też przy głównych ulicach osiedlili się bogatsi, Ci co nie stać ich było na wykupienie domu w dzielnicy obywateli, ale na jako taki sklecony z kamieni i cegieł dom ich było stać. Za tym rzędem domów rozciągała się prawdziwa strefa ubóstwa. Chaty z drewna, nieutwardzone ulice, dużo zakazanych mord. Aż dziw, że na takie warunki król pozwalał. Natomiast na samym nabrzeżu sytuacja była lepsza. Stały tam duże, murowane, solidne wybielone (na ile pozwalały warunki) na biało. Były to magazyny portowe, składy, nieużywane od lat warsztaty do napraw, miejskie ale mniej ważne spichlerze i takie tam. I stałą tutaj straż, bo jednak wykorzystanie tych miejsc było nadal aktualne chociaż na inne produkty niż kilka lat temu. I tu również było więcej latarni, oświetlały one chodniki nabrzeżne. Rzeka odbiajała natomiast gwiazdy i księżyc na swojej powierzchni. Zauważyliście, że po lewej stronie, kilkanaście metrów dalej, jednak z latarni ma inny kolor. Czerwony...
Istedd:
Zastanawiając się nad tym, dlaczego tutaj tak śmierdzi oraz czemu orkowie są brzydcy, a krasnoludy niskie szedł spokojnie nie podziwiając zbytnio ubogiego krajobrazu, a obserwując jedynie latarnie w poszukiwaniu tej jedynej. Czerwonej, głowił się nad tym jak właściwie buduje się owych niemych strażników porządku w nocy. Pewnie więcej niż czterech chłopa przy takiej robocie marnowało życie. Wreszcie oczom dwójki bohaterów ukazała się poszukiwana, czerwona latarnia. Przyciągnął go do tego inny, nietypowy kolor i jakby szósty zmysł. Choć może chciało mu się tylko oddać mocz...
- Spójrz, Elrondzie! Czerwona latarnia. Burdel w pobliżu. - rzekł w uniesieniu romantycznego przypływu radości i euforii i tam skierował swe kroki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej