Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (40/79) > >>

Istedd:
- No właśnie o to chodzi! Chciałbym obaczyć wyraz twarzy Agawy, jak się o tym dowie, że "posłała nas" do burdelu. Zupełnie, jakbyśmy mieli ją tam oczekiwać i hmm... zażyć. Cha! - zarechotał rubasznie w czasie, kiedy jego kompan prowadził swą mowę. Przez to niezbyt ją słyszał, ale mniejsza o to. Znaleźli się już w dzielnicy biedoty i dopiero wtedy uznał, ze może zabrać głos - po prostu namyślił się do tego czasu.
- Nie wiem. Na moje plan bardzo dobry. Trza im pokazać, że my są wojaki dobre i właśnie takich ludzi szukali. Dodatkowo można jakby sugerować, że sama Agawa musiała się nieźle postarać, żeby nas przekonać do tego. Wysoka cena - wysokie doświadczenie. Słowy innymi - skoro się starała, żeby przeciągnąć nas na swoją stronę - musimy być tego warci. Chwila... jak ja się jej przedstawiłem? Cholera z tymi imionami. Muszę sobie przypomnieć. - rzekł do siebie, a wybór ewentualnej panny lekkich obyczajów, do których mieli podejść pozostawił starcowi.

Elrond Ñoldor:
- Mnie zwij Gromosławem. Bo jak przypieprzę komuś z młota, to jakby gromem. O.
Pozostawił brodacza w zamyśleniach i sam rozglądną się po uliczce. Kilku dziwnych jegomościów, z wystającymi z tyłu ogonami przyglądało im się bacznie. Turdnasze, chędożone gady... hmm... albo płazy pomyślał. Robiło się już ciemno toteż coraz bardziej stawali się potencjalnymi ofiarami złodziei, morderców i nie daj bogowie, sutenerów. Wszakże nigdy nic nie wiadomo. Do jednej z zapalonych latarni, a zapalano zwykle tylko te najbliżej bogatszych dzielnic, podeszła rudowłosa kobieta lekkich obyczajów, podwinęła rant sukni ukazując długą zgrabną nogę i zaczepiała przechodniów. Elronda humor nie opuszczał toteż z uśmiechem na twarzy podszedł, a za nim Istedd, do dziwki...
- Witaj nadobna niewiasto w tą piękną gwieździstą noc... - ukłonił się nisko, jego twarz zdradzała żart.

Istedd:
- Erhard Drauling! Coś takiego. Chyba. - przypomniał sobie niespodziewanie, kiedy ten w myślach narzekał na posiadaczy ogonów i łakomego spojrzenia. Po chwili jednak zastanowił się nad wielce żartobliwym imieniem towarzysza. Zaprawdę pasowało ono idealnie i wielce spodobała się Isteddowi fantazja staruszka. Zaprawdę dobry był z niego kompan o pokrewnej chyba duszy. Dodatkowo miał brodę! Po chwili Elrond wypatrzył potencjalną "ofiarę" (brzmi to, jakby chciał ukraść towar dziwki, nieprawdaż?) i doń się udał. Za nim zaś posiadacz majestatycznej brody wędrował i również uśmiechał się. Jakby tak trochę niemrawo, gdyż zapadała noc i chyba wlazł w jakieś gówno, acz również przyjacielsko i z humorem krytym. Zamaszyście się tamtej ukłonił zupełnie na podobieństwo szlachty z wyższych sfer. Przecież wiadomo, że właśnie w takich miejscach można ich znaleźć... Milczał. Skoro staruszek zaczął - niech kontynuuje!

Gunses:
- Za loda 25 od głowy, za chędożenie 80 od głowy, jak chcecie we dwóch na raz będziecie musieli dorzucić 20.

Elrond Ñoldor:
Elronda nie zbiło to z tripu, zaśmiał się w myślach. Był przygotowany i na taką odpowiedź. A to kurwa do kwadratu.
- ÂŻadnych innych dodatkowych atrakcji nie masz w cenniku? - mrugnął. - Przyjemności odłożyć chciałbym jednak na bok, tak powiedzmy na minutkę. Jam stary, kumpel także i na dodatek nie ze stolicy. Przejezdni. Włóczyć się po nocach ciężko, jeszcze ograbią, gardło poderżnął. Szczególnie w tej dzielnicy. Mogłabyś nam tak na przyszłość powiedzieć gdzie burdel znajdziemy? Po twojej robótce nie wiem czy będę w stanie cokolwiek zapamiętać...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej