Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Elrond Ñoldor:
- Taa... - powiedział wstając. Zgarnął za pazuchę gąsiorek. Teraz był już gotowy do drogi.
Malavon:
-Ogrody już powinny być nieco przyjemniejszym miejscem. Czemu nie.
Istedd:
- Dobrze tedy! - rzekł i klasnął głośno w dłonie. W owo miejsce, które wykorzystuje się przy klaśnięciu, aby jak najgłośniej ów dźwięk irytujący wybić. Udało się to właśnie naszej byłej moczymordzie, co skutkowało kilkoma nieprzychylnymi spojrzeniami i być może wyzwiskami. To jednak miał gdzieś. Ważne było, że skończyły się długie pertraktacje i udać można było się na przechadzkę. Dodatkowo do burdelu! I to z zacnym towarzyszem, jakim wydawał mu się staruszek zwany Elrondem. Skierował się do wyjścia z karczmy.
- Powodzenia, mości Malavonie. Elrondzie, chodźmy! - powiedział do towarzysza i nie oglądając się na niego wyszedł z zatłoczonego budynku. Nie znał chyba drogi do domu rozkoszy, więc skierował się wiedziony instynktem - zapachem, wzrokiem i ewentualnym szczęściem.
Malavon:
Elf opuścił karczmę. Musiał znaleźć przybytek jakiegoś lichwy. Nigdy nie postrzegał takich ludzi jak dobrych. Oni byli dobrze jedynie w kantowaniu, co się nie podobało Malavonowi. Niewiele razy miał do czynienia z osobami, które zawodowo zajmują się wykiwaniem ludzi i zdzieraniem z nich każdego grosza.
//: Gdzie szukać tego lichwy? :D
Gunses:
//Wyobraźcie sobie, co sami byście zrobili mając gdzieś dojść a nie wiedząc gdzie dokładnie ;> Tak zwana zdolność logicznego myślenia :P
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej