Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Malavon:
Początkujący czarodziej postanowił spytać jakiegoś przechodnia o możliwe położenie lichwy.
-Przepraszam, nie wie może pan gdzie znajdę kogoś kto byłby zdolny mi pożyczyć pewną sumkę pieniędzy?
Elrond Ñoldor:
Elrond zrównał się z Isteddem. W oczach miał migocące ognie. ÂŁażenie po mieście w poszukiwaniu burdelu, na dodatek w lekkim upojeniu alkoholowym było tym, czego w poprzednim życiu sobie odejmował, a w tym postanowił nadrobić. Z nawiązką.
- Dobra. Gdzie jest burdel... Nigdy w nim nie byłem. Nie jest to jakaś oficjalna miejscówka... Najlepiej byłoby zacząć od dzielnicy biedoty. Znaleźć jakąś tanią dziwkę i się jej po prostu spytać. Ciekawe co odpowie dwóm brodatym jegomościom... Perwersy z nas.
Istedd:
- Dupa nie perwersy. Kobiety podobno lubią przeważnie jak najbrzydszych, grubych i starszych. Bynajmniej niektóre. Te naprawdę zboczone... no, ale brodę to lubią wszystkie, bo same zazdroszczą jej oraz, rzecz jasna, wąsiły. Skąd to wiem? Sam nie wiem. Po prostu nie jedno się widziało kiedyś. Zresztą kobieta zawsze ostanie tajemnicą. Racja jednak, udajmy się tam. A propos jeszcze perwersów. Perwersem to są ci, którzy chędożą małe dzieci i kobiety w ciąży. Tfu! - splunął siarczyście. Jakoś dwa garnce miodu i niespełna półtora kufa piwa nie robiły na nim wielkiego wrażenia i chyba dobrze się trzymał. Choć być może już pieprzył bez pokrycia. Chwilę jeszcze orientował się w miejscu, gdzie znajdują się wreszcie. Po stwierdzenia, że dzielnica biedoty jest tam wraz z Elrondem tam się właśnie udał.
- Ja w tym tutaj także nigdy nie byłem. Cóż... może niekoniecznie tanią dziwkę. - rzekł z bardzo dziwnym uśmiechem. Nader nieprzyjemnym i jakby strasznym. Zupełnie jak jakowyś nekrofil.
- Mniejsza o to. To co, powiemy, że Agawa nas przysłała albo zaprosiła? - zarechotał.
Elrond Ñoldor:
- Zaprosiła? Jak to zabrzmi. Jakbyśmy wpadli poplotkować z dupeczkami. Przysłała nas, bo chcemy dostać się do samej góry. Jesteśmy stanowczy, pewni siebie, zdecydowani, nie boimy się żadnej roboty i mamy ogromny wachlarz doświadczeń. Czy cóś w ten deseń. Wiesz, by nie spławili nas do okradania żebraków. A jak ty to widzisz? - towarzysze właśnie minęli bramę, oddzielającą dzielnicę obywateli, od dzielnicy biedoty. Po drugiej stronie ujrzeli drewniane budynki, wąskie brudne uliczki, żebraków, grupy czmychających ludzi i nieludzi i oczywiście dziwki.
Gunses:
//Malavon
- Pójdźcie tą uliczką. Dojdziecie do dzielnicy rzemieślników, tam idźcie dróżką w dół. Będzie domek z szyldem, a nań rozcięty mieszek. To tam mieszka jegomość, co ma niezłe zyski.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej