Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (29/79) > >>

Gunses:
To nie było do was. W karczmie powiem pojawiła się Agawa. Do niej były kierowane te słowa
- Komplet mamy - warknął inny nie zważając na Istedda.
- Widzę widzę - rzekł pochylając się nad nimi. Cycki przepięknie jej zwisały. Grający rozdziawili gęby. Chwilę później powiedziała - Już sobie idę - odchyliła się do pionu i odeszła. Widząc Istedda uśmiechnęła się i podeszłą do niego pokazując w nisko opuszczonej ręce dwa wypchane mieszki. Usiadła zaraz przy stoliku obok i zakryła się kapturem kilka sekund przed tym nim grający zauważyli brak mieszków i zaczęli kląć szpetnie rozglądając się po karczmie.


//Sory, walnąłem się :P Przepraszam, dlatego musiałem się dać jeszcze raz Agawę :P
//I ja nie mam nic do waszych planów. To wasze zadanie, wy nim kierujecie. Robicie co chcecie :)

Istedd:
Zaprawdę pojawienie się Agawy zdziwiło Istedda. Jak również bezczelność wypowiedzi, ignorującej wielkie i godne słowa Kruka. Czyż karczma nie była miejscem, gdzie właśnie nie zważano na owo pojęcie kompletu i pełni? Bowiem tutaj goszczono wszystkich! No, może poza czarnymi niektórymi. Szerzej otworzył oczy i rozdziawił gębę, widząc jak tamta bezczelnie pochyla się nad tamtymi. Zaprawdę musiał być to piękny widok, bowiem dobrze pamiętał ową naturalność, wielkość i nieskalany kobiecy charakter tych wzgórków. Niespodzianie podeszła do niego. Quo lex? Czyżby słońce wstawało nad pochmurnym losem posiadacza majestatycznej brody?! Kiwnął głową, widząc jej nabytek. Uwinęła się całkiem sprawnie i szybko. A co ważniejsze - niezauważenie.
- Brawo. Dobra robota, Agawo. - szepnął i nabił kawałek mięsa brutalnie i bezpardonowo na widelec. Wsadził owo mięsiwo do swej gęby, gdzie uległo procesowi rozdrabniania przez silne szczęki i zęby. Uśmiechnął się paskudnie widząc, że grający w karty zauważyli brak swych mieszków.
- Wybacz na moment. - rzekł do towarzysza, wstał, otrzepał się z niewidzialnego brudu i przysiadł się do złodziejki.
- Nie spodziewałem się, że tu wrócisz. Czyżby misja od twej mistrzyni została odwołana? No i naprawdę brawurowa robota... też czymś podpadli? - zapytał znacznie ciszej.

Gunses:
- Misja wykonana, chociaż w małym stopniu. Nie było trudno. Dom był pusty, mieliśmy swojego w strażach - rzekła pogodnie - A Ci... Mieli zbyt dużo przy pasie, uważałam, że im ciąży!

Istedd:
Wysłuchał jej. Cóż... owo zadanie widać należało do prostych. Z takimi pomocami, jak swojak w straży i opustoszenie miejsca? Zaprawdę dziecinna robota. Jednakże i przy takiej trzeba uważać. Cóż... dobrze, że nie przebywał w dzielnicy biedoty, a zamieszkiwał raczej w swej kwaterze. Przy tak rozbudowanej siatce złodziei mógł zostać dawno obrabowany... jednakże któż chciałby jego kilka grzywien i kota z kurzu?
- Ech... Agawo, może i słusznie uważałaś, ale zobacz, jacy oni smutni! Jak mogłaś odebrać im radość z pieniędzy wydawanych zapewne na dziwki albo mężczyzn. Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci - powinnaś te pieniądze oddać biedniejszym. Jak ja! Ja jestem biedniejszy, bo nie mam takich no... dużych... jędrnych oczu! Właśnie! - rzekł pogodnym tonem i uśmiechnął się na znak, że jeno żartuje.
- Posłyszałem za to... może cię to zainteresuje, że Wyręby zostały w prawie dzień po owym tajemniczym zniknięciu obrabowane? Może skarb tam jakowyś był. Zaiste sprawa ciekawa... no, ale o to mniejsza.

Gunses:
- Mniejsza. Chociaż za dużo stamtąd nie przywieźli... A mnie gówno obchodzi kto i na co kasę wydaje. Gdybym miała się tym przejmować i litować na każdej nadarzającej się okazji to już dawno 'poszłabym z torbami'.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej