Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (30/79) > >>

Istedd:
Cóż... Agawa (w rozumowaniu Istedda) powiedziała coś chyba ciekawego, do czego musiał się przyczepić, gdyż tak rzecze narrator wszechwiedzący bodajże.
- Nie przywieźli dużo? Skąd wiesz? - zapytał bez cienia zastanowienia. Powstrzymał się od ugryzienia się w język. I tak było po fakcie, po cóż więc się ranić jak masochista jakowyś? Kobieta mogła zwyczajnie powtórzyć zasłyszaną wiadomość, acz zawsze było to coś. Choćby jedno słowo, a sakiewka byłaby pełniejsza! Chciał również dopowiedzieć, że z takimi "oczyma" z pewnością nie poszłaby z torbami, ale znowu się wstrzymał. Wiadomo dlaczego.
- Toż żartowałem przecie, Agawo! Litować przystoi się jedynie przed drzwiami świątyni, a i to jedynie dla ostentacyjnego widoku naszego imperialistycznego systemu władztwa. Hmmm.... tak mnie zastanawia pewna sprawa. Może miałabyś jakoweś kolejne zlecenie? Chętnie pomógłbym ci, gdyż i tak chyba niezbyt urokliwa zapowiada mi się podróż.

Gunses:
- Bo widziałam - rzekła bez krępacji kiedy Isstedy rozmyślał. Nie ryzykowała wiele. A może zyska coś nowego? Hmmm...
- Przecież podałam Ci miejsca gdzie możesz poszukać moich. Pewnie mieliby jakieś zajęcie dla Ciebie.

Istedd:
- A. - skomentował jej jakże dobitne stwierdzenie. Cóż... to było chyba oczywiste. Ale cóż było oczywiste?! W jego głowie kłębiły się obrazy jałmużników między mnichami i grubego kupca, który dosiadał wielkiej beczki piwa. Bo o czym innym myśleć w tej chwili. Kiwnął głową, jakby zupełnie o czym innym myślał i wykonał dziwny gest dłonią. Zupełnie, jakoby niewiasta odpędzająca od siebie muchę. Cholera! Czyżby Istedd powoli wchodził w konszachty z pludrakami i się doń upodobania? Zaprawdę - horror jakowyś, groza, strach i mrok! Jeszcze francy się nabawi. Jak dodatkowo wyglądałby posiadacz majestatycznej brody z przydomkiem chevalier? Zdecydowanie niewyobrażalnie i przerażająco! Wzdrygnął się na tę myśl.
- Twoi kompani to nie to samo, co ty. Zresztą mimo wszystko wolę zachować pewien dystans do osób, których nie znam od dłuższego czasu. Wybacz mi tedy. Może się czegoś napijesz? - zaproponował wbrew sobie.

Gunses:
- Jeśli mi coś postawisz?- powiedziała Agawa- Za swoje nie pijam w robocie... Hihihihi...

Istedd:
Cóż... istniała szansa na poprawienie swego wizerunku skąpca, który być może jawił się bogom. O nie! Jednakże nie zamierzał płacić ze swojej kieszeni! Jakoś tak mu to nie pasowało. Z drugiej strony... nie! Liberum veto! - krzyczała jego natura. Nieco się tym zmartwił. Gdyby jednak... pożyczyć na zawsze od kogoś z karczmy choć drobną sumę pieniędzy? Nie zamierzam przywłaszczać sobie sakiewki czyjejś na zawsze. Jeno wybrać z niej kilka grzywien, za które postawiłby Agawie trunek. Potem ewentualnie w iście komiczny sposób mógłby zwrócić mieszek tamtemu... tak, już wyobrażał sobie takową sytuację. W tej chwili jednak tamci dalej czynili tumult i raczej wszyscy pilnowali swych sakw. Chociaż... co mądrzejsi mogli uznać, że ewentualny złodziej z pewnością w tejże chwili nie ośmieliłby się. Pozostawała też sprawa - kogo okraść?
- Agawo, mogłabyś pożyczyć mi nóż? Napijemy się na koszt innych, bowiem... hmmm... samotrzeć dokucza mi jakby biedota. - rzekł i rozglądał się w poszukiwaniu ewentualnej, najbezpieczniejszej w okradzeniu ofiary.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej